Co ich nie zabije, to wzmocni

0
453
Radość po zdobytej bramce na wagę zwycięstwa z ASPR Zawadzkie / fot. Kalina Georgiczuk

Drugi sezon na wyższym szczeblu rozgrywek to według wielu najtrudniejszy sprawdzian dla zespołu. Egzamin, do którego przystąpili zielonogórscy piłkarze ręczni sprawia sporo problemów jednak jego końcowy wynik pozostaje sprawą otwartą.

Wiele dobrego mówiło się w ubiegłym sezonie o beniaminku z Grodu Bachusa. Ekipa złożona w 80% z uczniów i studentów zielonogórskich szkół „wystrzeliła” już w inauguracyjnych meczach. Osiem zwycięstw w pierwszej części sezonu pozwalało ze spokojem spoglądać na dalsze poczynania. Podopieczni Ireneusza Łuczaka i Łukasza Jacykowskiego dopełnili planu, ostatecznie lokując się na bezpiecznym, dziewiątym miejscu.

Bieżący rok rozgrywkowy miał być kontynuacją tego, co zostało wypracowane w sezonie 17/18. Plany szkoleniowców zostały szybko skorygowane bowiem sporej części zawodników nie udało się zatrzymać. Zainteresowaniem Superligowej Gwardii Opole cieszył się Jędrzej Zieniewicz. 21-letni wychowanek miejscowego UKS „Szczypiorniak” już w wieku 17 lat stawiał kroki na pierwszoligowych parkietach. Kolejne lata spędzone i sumiennie przepracowane w zielonogórskim AZS przynosiły sukcesy. W ostatnim sezonie w biało-zielonych barwach, rozgrywający był szóstą „strzelbą” rozgrywek zaplecza Superligi, zdobywając 153 bramki. Dziś możemy być z niego dumni. Już po kilku miesiącach jest ważną postacią opolskiej ekipy, trzy razy z rzędu zdobywając tytuł zawodnika meczu, raz łapiąc się do najlepszej siódemki serii, i raz zdobywając MVP całej serii PGNiG Superligi.

#dumaAZS Po prawej Jędrzej Zieniewicz (17) / fot. Kalina Georgiczuk

Od kolejnego transferu nie udało się odwieźć Marcina Jaśkowskiego. Po dobrym sezonie, doświadczony rozgrywający znalazł miejsce u obecnego wicelidera rankingu 1. ligi. Skrzydłowy Maciej Orliński, po siedmiu latach reprezentowania KU AZS Uniwersytetu Zielonogórskiego, powrócił do macierzystego klubu. Na grę w innym lubuskim teamie zdecydowali się bramkarz Marek Kwiatkowski i rozgrywający Marcin Nowicki. Kolejny zielonogórzanin, Jakub Pawlicki został zakontraktowany w niemieckim SV Chemie Guben, a karierę zakończył obrotowy Kewin Polito.

Odejście zawodników, którzy w ostatnich latach stanowili w dużej mierze o sile zespołu oznaczało tylko jedno. Duet trenerski musiał ułożyć wszystko od nowa. Priorytetem pozostało to, aby stworzyć ekipę młodą, pełną pasji do piłki ręcznej. Warunki te spełnili nowi żacy. Rozgrywający Adrian Franaszek, Maciej Należyty, skrzydłowy Kacper Kiersnowski oraz bramkarz Maciej Hady podjęli studia oraz grę na Uniwersytecie Zielonogórskim. Po roku spędzonym w innym klubie do Winnego Grodu powrócił prawoskrzydłowy Michał Wysocki. Pomiędzy słupkami pojawił się 19-letni Maciej Jarszak, a pozycję drugiego skrzydła obstawił miejscowy junior Szymon Gołębiowski. Sierpniowy obóz przygotowawczy oraz szereg sparingów rozegranych we wrześniu miały być podstawą solidnego zgrania zespołu. Upływający czas działał na ich korzyść. Zwycięstwo w eliminacjach wojewódzkich Pucharu Polski nad znacznie bardziej doświadczoną drużyną z Gorzowa było dobrym prognostykiem przed startem ligi.

„Fizycznie jesteśmy z pewnością przygotowani. Każdy z nas dawał z siebie wszystko, co zaowocuje w lidze. Sparingi pokazywały, że wraz w biegiem czasu jesteśmy coraz silniejszą drużyną. Setki godzin na hali, siłowni czy stadionie muszą przynieść oczekiwany rezultat.” – komentował przed pierwszym meczem obrotowy Robert Góral

Skupienie całej ekipy pozostawało jednak na pierwszym meczu o punkty. W trzeci weekend września wystartowały rozgrywki zaplecza Superligi. Na taką inaugurację czekali zielonogórzanie. Po zaciętym spotkaniu AZS UZ pokonał stolicę Dolnego Śląska 31:28, właściwie odrabiając pracę domową. Wydawało się, że o przyszłość zespołu można być spokojnym. Ambicja, walka i determinacja cechowały każdy występ Zielonej Góry. Mimo niezwykle zaciętych pojedynków, akademicy gubili punkty. Na kolejny komplet oczek przyszło czekać ponad dwa miesiące. Po arcyciekawym pojedynku w Łodzi, akademicy wracali z tarczą. Szalę zwycięstwa na 31:30 przechylił Jędrzej Jasiński w ostatniej sekundzie meczu… Do końca pierwszej rundy podopieczni Ireneusza Łuczaka i Łukasza Jacykowskiego zdołali odnotować jeszcze dwa triumfy: z ASPR Zawadzkie 31:29 oraz z MKS Wieluń 24:22.

Oby więcej takich zdjęć po meczach wyjazdowych. Triumf w Łodzi 31:30 / fot. Dawid Piechowiak

W drugiej rundzie, akademicy rozegrali już trzy spotkania jednak zakończyły się bez zdobyczy punktowej. Walka o piąte zwycięstwo w lidze nie przychodzi łatwo, szczególnie wtedy gdy kontuzje odbierają ostatnich zawodników z bagażem doświadczeń. Pechowa dla Marka Wieczorka okazała się już inauguracja ligi. Poważna kontuzja kolana, zmusiła bramkarza do podjęcia decyzji o zakończeniu kariery. Nieszczęśliwego zerwania więzadeł doznał Piotr Gadaj, którego występ w tym roku kalendarzowym stoi pod znakiem zapytania. Bolesny w skutkach okazał się również upadek Jędrzeja Jasińskiego. Rozgrywający będzie niezdolny do gry przez minimum kilka tygodni.

„Przy dobrej rehabilitacji i pracy Jędrka rysuje się światełko w tunelu, że jeszcze na końcówkę rundy zagra. W razie czego chodzi mi po głowie jakiś plan, ale jest to na razie palcem po wodzie pisane. Na chwilę obecną jesteśmy w takim składzie jakim jesteśmy.” – mówi szkoleniowiec Ireneusz Łuczak

Mimo zguby kilkunastu punktów cel pozostaje niezmienny. Ekipie zależy zadomowić się na drugim od góry poziomie rozgrywek w Polsce. W nadchodzących kolejkach szansę otrzymają młodsi zawodnicy. Średnia zdolnych do gry w barwach KU AZS Uniwersytetu Zielonogórskiego to niecałe 21 lat. Pole do popisu będą mieli tym bardziej duże, bowiem najbliższymi rywalami zielonogórzan będzie piąta i czwarta siła ligi.

Z końcem sezonu satysfakcjonujące okazałoby się 6-7 miejsce. By dopełnić celu, akademicy muszą awansować o minimum 3 pozycje. W chwili obecnej plasują się na dziesiątej lokacie, ze stratą wynoszącą osiem punktów. Do końca sezonu pozostało jeszcze osiem pojedynków.

Tekst: Dawid Piechowiak