Kulisy transferu Anity Włodarczyk

0
531
Anita Włodarczyk kilkukrotnie biła rekord świata. Ostatni raz w 2016 roku na Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie rzucając młot na odległość 82,98 m. fot. Paweł Skraba

– Pierwszy kontakt z Anitą Włodarczyk nawiązaliśmy dwa lata temu, ale wówczas nie była zainteresowana przejściem do naszego klubu. Teraz, nie ma co ukrywać, pewnie też nie doszłoby do współpracy, jednak jest to transakcja wiązana – wyjaśnia w rozmowie z portalem Pasja AZS Krzysztof Nowak, dyrektor biura rektora AWF Katowice.

 

Przez weekend cała Polska mówiła o transferze Anity Włodarczyk na Śląsk. To kolejny głośny lekkoatletyczny transfer do AZS AWF Katowice.

Jako największy klub sportowy w Polsce, posiadający dwadzieścia pięć sekcji, w ostatnim czasie postawiliśmy bardzo mocno na lekkoatletykę. W poprzednich latach nasza rozpoznawalność była związana bardziej ze sportami zimowymi: biegami narciarskimi, łyżwiarstwem szybkim czy biathlonem. „Królowa sportu” jest mi osobiście i rektorowi prof. Adamowi Zającowi szczególnie bliska jako byłym lekkoatletom. Od pewnego czasu zachęcamy wielu przedstawicieli tej dyscypliny do zmiany barw klubowych, ale i nie tylko. Nawiązując współpracę, pilnujemy, żeby dany zawodnik był aktualnym naszym studentem. Sekcja lekkoatletyczna w naszym AZS-ie jest promowana nie tylko przez Anitę – mamy Justynę Święty-Ersetic czy Ewę Swobodę, a w ostatnim czasie przyszli choćby Karol Zalewski, Joanna Jóźwik, Jakub Szyszkowski czy Tomasz Jaszczuk. Efekty już są – wygraliśmy dwie czy trzy ostatnie klasyfikacje medalowe letnich i halowych mistrzostw Polski.

Anita Włodarczyk, trener Krzysztof Kaliszewski oraz dyrektor Krzysztof Nowak podczas spotkania w siedzibie katowickiej uczelni. Fot. AZS AWF Katowice

Długo namawialiście Anitę Włodarczyk do współpracy?

Dwa lata temu nawiązaliśmy kontakt z Anitą, ale wówczas nie była zainteresowana przejściem do nas. Teraz pewnie też nie doszłoby do współpracy, jednak jest to transakcja wiązana. Włodarczyk została ambasadorką województwa śląskiego, Stadionu Śląskiego i marki Śląskie, a w pakiecie z tym pojawiła się propozycja zmiany klubu.

Przy okazji zawarcia porozumienia określiliście już wzajemne oczekiwania?

Anita jest już magistrem wychowania fizycznego, ale nadal zamierza się kształcić. Od października rozpocznie studia u nas na kierunku zarządzanie sportem. Nawet transfery wielkich nazwisk nie sprawią, że odejdziemy od obowiązującej praktyki. Dany zawodnik, chcąc reprezentować barwy katowickiego AZS-u, powinien pozostawać jednocześnie naszym studentem. Chcemy pozostać liderem we wspieraniu realizacji dwutorowych karier – zarówno sportowej, jak i tej akademickiej. Anita jest aktualnie m.in. na etapie analizy umowy sponsorsko – wizerunkowej. Chcemy wykorzystywać jej wizerunek do akcji promocyjnych uczelni. Nawet teraz, chociaż jeszcze nie było złożenia podpisów, to sama informacja o jej przejściu zapewniła uczelni dużo rozgłosu.

Anita Włodarczyk w rozmowie z Aleksandrem Dzięciołowskim (TVP Sport) po zdobyciu ostatniego tytułu mistrzyni świata w Londynie w 2017 roku.

Włodarczyk będzie na stałe trenować na Śląsku?

Obecnie Anita wraz z trenerem Krzysztofem Kaliszewskim wyjechali na zgrupowanie w Katarze m.in. żeby ułatwić aklimatyzację przed wrześniowymi mistrzostwami świata. Włodarczyk na pewno pojawi się na naszym obiekcie przed memoriałem Janusza Kusocińskiego. Podczas pobytów w Polsce, z pewnością będzie się pojawiać w Katowicach. Reszta jest kwestią dalszych uzgodnień i zaleceń ze strony trenera Kaliszewskiego.

Przejście najlepszej na świecie młociarki może zwiastować dalszą transferową ofensywę AZS AWF Katowice w środowisku lekkoatletycznym?

Prowadzimy działania dwutorowo. Poza posiadaniem uznanych gwiazd staramy się nakłaniać do przejścia potencjalnych następców Włodarczyk czy Jóźwik wśród młodzieży kończącej edukację w szkołach średnich. Dla klubu nie ma lepszej reklamy niż obecność mistrzów. Już w bieżącym roku akademickim zauważyliśmy ten napływ – przyszli m.in. biegaczka Karolina Łozowska (wcześniej KS Podlasie Białystok) medalista biegów średnich Bartosz Jarczok (MKS Czechowice-Dziedzice) czy Jakub Wróbel (Bałtyk Koszalin), który biega 3000 m z przeszkodami. Rok temu pojawiła się chociażby inna biegaczka Adrianna Janowicz (MKS Baszta Szamotuły). Jest już u nas wicemistrzyni świata juniorów na 100 m Magdalena Stefanowicz (MKS-MOSM Bytom), która w tym roku zdaje maturę. Chcemy podążać tą ścieżką.

Czy ze wzmocnieniem kadry sportowej idzie w parze rozwój infrastruktury klubowej dla lekkoatletów?

Paradoksalnie, choć mamy najlepszą sekcję lekkoatletyczną w kraju, to stadion dla zawodników mamy nie w pełni wymiarowy – posiada tylko cztery tory na łukach. Niestety, jest on położonym w nieciekawej lokalizacji, stąd w niedługim czasie wymagałby kolejnej modernizacji. Nie mamy nawet tzw. kiszki, czyli hali pozwalającej na treningi m.in. biegów sprinterskich, skoku w dal czy skoku wzwyż. W wieloletnim planie działania mamy zaplanowane działania dwuetapowo. Najpierw chcemy postawić halę lekkoatletyczną z bieżnią 200-metrową. Inwestycja ta została ujęta na liście obiektów sportowych o strategicznym znaczeniu dla sportu polskiego w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Takich hal w Polsce jest tylko kilka m.in. w Toruniu czy w Spale. Jesteśmy na ostatnim etapie projektowania i zabiegamy o sfinansowanie tego projektu.

Znany jest już wstępny koszt inwestycji?

Budowa pochłonie na pewno ponad 80 milionów złotych. Jako uczelnia nie udźwigniemy takiego ciężaru, dlatego liczymy na przychylność ministerstwa, władz miasta czy urzędu marszałkowskiego. Jako klub, mimo słabej infrastruktury, radzimy sobie pod względem sportowym, ale chcemy zrealizować ten projekt z myślą o całym województwie. Wstyd przyznać, ale halowe lekkoatletyczne mistrzostwa Śląska odbywają się w… czeskiej Ostrawie. W regionie jest kilkanaście klubów bardzo dobrze szkolących młodzież i inwestowanie w zaplecze nie pójdzie na marne. Gdy powstanie hala, będziemy dążyć do budowy stadionu. Szacunkowy koszt przewidujemy na ok. 20 milionów złotych.

Rozmawiał Paweł Skraba