Po raz drugi z rzędu Wiktor Miłkowski (Uniwersytet Warszawski) do ostatnich metrów walczył o złoty medal Akademickich Mistrzostw Polski w biegach przełajowych. 

W Łodzi wygrałeś na dystansie 4,5 km z czasem 14:20 i miałeś taki sam wynik jak Filip Janas z Politechniki Wrocławskiej. Sekundę za wami był Wojciech Serkowski (PG Gdańsk). Wygląda to na bardzo wyrównaną walkę? 

– To był bardzo taktyczny bieg, bo to jest dla mnie najlepsze w tym okresie. Na ten start chciałem zużyć jak najmniej sił i po prostu wygrać. To był mój jedyny cel. Starałem się kontrolować bieg i wygrać na finiszu. Chłopaki mnie przycisnęli i zaatakowałem na ostatnich 300 metrach. Myślę, że to jest mój atut. Poza tym, jeśli bieg na 4,5 km jest stosunkowo wolny, to w następnym tygodniu podczas treningów czuje się mniej zmęczony. Same zawody były bardzo porządnie zorganizowane, a atmosfera zawsze jest tu bardzo dobra.

Wiktor Miłkowski biegnie z nr 623 / foto Walendi Photo
Wiktor Miłkowski biegnie z nr 623 / foto Walendi Photo

W 2024 roku pobiłeś 53-letni rekord Polski U20 w biegu na 1000 metrów (2:21.27). Jak się zaczęła Twoja przygoda z lekką atletyką? 

– Do trenowania lekkiej atletyki zachęcił mnie tata, który jest obecnie też moim trenerem. Miałem pewnie pięć lat, jak zacząłem brać udział w pierwszych zawodach dla dzieci. Potem przez chwilę pływałem, na ile dwunastolatek może pływać wyczynowo. Później z powrotem zacząłem znowu biegać. W sumie jak byłem mały to zawsze chciałem być sprinterem, chyba jak większość i biegać najszybciej, mieć największą prędkość maksymalną, to mnie najbardziej interesowało. Ale mam takie geny, że bardziej pasuję do biegów średnich, które teraz bardzo mi się podobają. Jestem typowym “millerem”, czyli najlepiej czuje się na dystansie 1500 metrów. Oczywiście na 800 metrów czy 3000 metrów też czuje się ok.

Jesteś już na obozie przygotowawczym, gdzie trenujesz pod sezon letniego i występów na stadionie. To oznacza, że święta spędzisz daleko od domu. 

– Tak, od pięciu lat nie byłem na świętach Wielkanocy w domu. Obecnie jestem w marokańskim Irfan na obozie górskim. Przez ponad dwa tygodnie będę trenował tu na wysokości 1600 metrów nad poziomem morza. Potem mam tydzień przerwy i wracam do Warszawy. Później jadę na obóz do Font Romeu, na kolejny na obóz wysokogórski. W tym sezonie najbardziej chciałbym się zakwalifikować na mistrzostwa Europy seniorów w Birmingham, na 1500 metrów. Chciałbym do tego dojść różnymi startami na meetingach. Mam nadzieję, że uda się wypełnić minimum (3:34.90 – przyp.). Jeśli nie, to chciałbym wejść z punktów rankingowych.

Wracając do przełajów. W krajach anglosaskich są one bardziej popularne niż w Polsce. Jak myślisz dlaczego? 

– Myślę, że to przez dwie główne przyczyny. Nie mamy takich tradycji, jak głównie w Anglii, gdzie tak naprawdę od przełajów zaczęła się lekka atletyka. Brakuje też sukcesów, które mogłyby przyciągnąć do biegów przełajowych, a ich nie mamy od lat. Ciężko będzie o popularność przełajów, chyba że ktoś stanie na wysokim miejscu podczas mistrzostw Europy czy świata. Oczywiście na AMP-ach frekwencja była bardzo dobra. Tylko na moim starcie było prawie 200 uczestników, a był to jeden z dwóch biegów męskich a do tego były jeszcze dwa kobiece.

Biegi przełajowe znajdą się w programie zimowej uniwersjady w 2027 roku. Jak to oceniasz? 

– Rozmawiałem o tym z kolegami i ja osobiście nie jestem jakimś zwolennikiem tego pomysłu. Zostawiłbym takie wydarzenia dla sportów typowo zimowych. Lekka atletyka ma dużo możliwości na zdobywanie medali na igrzyskach, mistrzostwach Europy czy letniej uniwersjadzie. Rzadko, który sport ma tyle aż tyle możliwości na zdobywanie medali. Oczywiście biegi przełajowe, to nieco inna gałąź lekkiej, jednak startują w niej ci sami zawodnicy, którzy są lepsi lub gorsi na stadionie lub w hali. To jest oczywiście trudne, bo z drugiej strony dla kibiców to na pewno może być coś ciekawego.

Czego życzyć Ci na koniec rozmowy?

– Zdrowia, bo jak to mówią ze wszystkim innym sobie poradzę.