Po prostu grać

0
8
Grzesiek Jędrzejewski

Nietypowego hat-tricka w studenckich imprezach ustrzeliła w 2025 roku Patrycja Jundziłł. Reprezentantka Uniwersytetu Warszawskiego wywalczyła trzy złote medale w rożnych odmianach siatkówki podczas Akademickich Mistrzostw Polski i Europy. 

Patrycja znana jest w środowisku siatkarskim głównie z występów na plaży. Startowała w sześciu ostatnich finałach AMP, zaczynając od dwóch tytułów wicemistrzowskich w barwach Uniwersytetu Łódzkiego, by ostatni sezon zakończyć trzecim z kolei triumfem już jako studentka Uniwersytetu Warszawskiego. Reprezentowała swoją uczelnię także za granicą, zdobywając brąz Europejskich Igrzysk Akademickich w 2024 roku. W 2025 roku wygrała dodatkowo Akademickie Mistrzostwa Europy na plaży i na… śniegu.

Jaki to był dla Ciebie rok?
– To był przełomowy rok, pełen sukcesów. Dał mi dużo radości, fajnych wspomnień i nowych znajomości. Po dłuższej przerwie wróciłyśmy z Julką Jaroszczak do wspólnego grania. Wcześniej spotykałyśmy się tylko na AMP, a teraz regularnie razem trenowałyśmy i występowałyśmy. Nie dość, że po raz trzeci z rzędu wygrałyśmy AMP, to jeszcze cały sezon tourów w Polsce był dla nas udany.

Do pełnej puli w 2025 roku zabrakło tylko uniwersjady?
– Był promyk nadziei, że i na uniwersjadzie zagramy, ale ostatecznie inne dziewczyny pojechały. Nie od nas to zależało.

Na brak grania i sukcesów nie możesz jednak narzekać. Obok sukcesów plażowych pojawił się także triumf na śniegu. Jak wspominasz zimowe zawody?
– Plaża i śnieg to dwie zupełnie różne rzeczy. Piasek znamy doskonale i czujemy się na nim jak ryby w wodzie, natomiast zima była dla nas dużym wyzwaniem. Julka wcześniej miała kontakt z tą odmianą siatkówki, ale dla mnie to była nowość. Po raz pierwszy mogłam spróbować tej gry dopiero na treningu przed turniejem. Super jednak nam się współpracowało, atmosfera była rewelacyjna.

Jak na debiut, to wyszło całkiem nieźle. Prócz złota otrzymałaś także nagrodę dla najlepszej zawodniczki imprezy.
– Byłam zaskoczona tytułem MVP. Muszę jednak przyznać, że miałam dużo radości z tego grania. W naszej czwórce nie było momentów na wytykanie, czy analizowanie błędów. W siatkówkę na śniegu nigdy dotąd nie grałyśmy. Skupiałyśmy się tylko na tym, co przed nami, żeby grać jak najlepiej po prostu. Udało się znakomicie, a ta moja nagroda to zasługa całego zespołu.

Która wersja siatkówki jest Ci bliższa? Letnia czy zimowa?
– Zdecydowanie letnia. Ta siatkówka na śniegu to nowy wynalazek. Trzeba przyznać, że w tej grze trzeba być znacznie bardziej ostrożnym. Można się poślizgnąć, upadek bardziej boli i przez to dużo łatwiej jest o kontuzję. Dla mnie to znacznie cięższy sport, ale jeśli nadarzy się okazja, to z chęcią powalczę o obronę tytułu na kolejnych zawodach.

Przez to zimowe AME były największym wyzwaniem 2025 roku?
– Akademickie Mistrzostwa Europy w siatkówce plażowej były trudniejsze. Miałyśmy za sobą już kawałek sezonu i dużo grania. Nie byłyśmy w najwyższej formie, a mimo wszystko udało nam się zachować zimną krew w trudnych momentach. Myśmy ten turniej mogły zakończyć dużo szybciej, bo kilka meczów rozstrzygałyśmy w tie-breakach na przewagi. Wszystko mogło się zdarzyć, dlatego to właśnie złoto cieszy mnie najbardziej.

Występowałaś na plaży, na śniegu, ale także w siatkówce halowej – w dodatku we Włoszech. Opowiedz o tym.
– W ubiegłym roku zagrałam pierwszy pełny sezon w hali. Bardzo mi się spodobało, bo potrzebowałam trochę oddechu od plaży. Z parkietem nie widziałam się osiem lat, więc było to dla mnie coś nowego. Bardzo mi jednak zależało, żeby cały czas mieć kontakt ze sportem. Trochę czasu zajęło mi przestawienie się, ale poszło całkiem nieźle. Teraz gram w wyższej serii, na czwartym poziomie włoskich rozgrywek. Z moim zespołem Eagles ASD Mestrino jesteśmy drugie w tabeli i mamy szanse na play off.

Jak udaje Ci się łączyć granie we Włoszech ze studiowaniem w Warszawie?
– Już w zeszłym roku obroniłam magistra na wydziale pedagogiki. To było duże wyzwanie, bo nie jest łatwo pogodzić granie w obcym kraju ze studiowaniem na Uniwersytecie Warszawskim, nawet zaocznie. Nie raz było tak, że po meczu w sobotę wsiadałam w samolot, żeby w niedzielę móc być na zajęciach, a w poniedziałek z powrotem na treningu. Były też zajęcia zdalne, a wszystko udało się dzięki ogromnej pomocy znajomych i wykładowców na uczelni. Teraz rozpoczęłam drugi kierunek magisterki na zarządzaniu. Nie nakładam sobie presji, bo jeśli nie wyjdzie, to zawsze mogę wrócić do czynnego studiowania po zakończeniu gry na hali.

Łączysz swoją przyszłość ze sportem?
– Cały czas się nad tym zastanawiam. Przez większą połowę życia uprawiam sport, więc póki mam możliwości i zdrowie dopisuje, to chcę po prostu grać. Także w AMP, dokąd wiek pozwoli. To mi sprawia dużo frajdy. Na tych zawodach można spotkać wielu znajomych, a poziom jest wysoki, bo wiele osób tez gra w tourach. Gdybym mogła komuś polecić udział w tej imprezie, to z pewnością bym to zrobiła.

Co planujesz na 2026 rok?
– Moim celem jest czerpanie radości z siatkówki. Jeśli jest dobra atmosfera i zgranie, to sukcesy przyjdą same. Grając na luzie, unikając presji i wspierając się, jesteśmy z Julką w stanie osiągnąć wiele. Tego bym sobie życzyła w tym roku.

A czego życzysz azetesiakom na 12 kolejnych miesięcy?
– Tego samego! Żeby czerpali radość z tego, co robią. Niech odnoszą sukcesy, zdobywają medale, unikają kontuzji i z dumą reprezentują AZS.

Foto: Grzegorz Jędrzejewski / Patrycja Jundziłł / Olaf Weker