Maria Sajdak: Do Tokio przylecieliśmy, żeby wygrać złoto

0
252
fot. Julia Kowacić/pztw.pl

Maria Sajdak (AZS AWF Kraków) wraz z koleżankami z czwórki podwójnej czekają już na pierwsze wioślarskie starty w Tokio. – Myśl o wygranej na igrzyskach motywowała mnie do pracy. Chcemy tu wygrać – deklaruje brązowa medalistka igrzysk z Rio de Janeiro w rozmowie z nami.

Pewnie spadł Pani kamień z serca po otrzymaniu imiennej nominacji na igrzyska. Ostatnie miesiące, w tym walka o powrót do zdrowia po kontuzji, z pewnością kosztowały Panią wiele wysiłku.

– Tak naprawdę dwa lata temu jako osada zdobyłyśmy już kwalifikację na igrzyska, na mistrzostwach świata w Seefeld. Miałyśmy czas na spokojne przygotowania. W zeszłym roku, po przełożeniu igrzysk, zostały nam w zasadzie jedynie październikowe mistrzostwa Europy w Poznaniu. Niestety, uległam wypadkowi rowerowemu, przez co konieczna była zmiana składu. Teraz, w drugim sezonie olimpijskim byliśmy na zgrupowaniach w Jakuszycach i Portugalii. Trener próbował różnych rozwiązań z zestawieniem czwórki, co wprowadzało trochę niepokoju. Do tego było nieco przeciwności, choćby przechodziłyśmy COVID-19. Gdy wróciłyśmy do pływania w naszym starym, sprawdzonym składzie, to i wyniki pojawiły się lepsze. W Pucharze Świata zajęliśmy już trzecie miejsce. Powoli wracamy do szybkiego pływania, żeby walczyć o medale.

Ze zdrowiem po wypadku i koronawirusie jest już wszystko w porządku?

– Do treningu wróciłam w listopadzie, a do końca roku zmagam się z powikłaniami po koronawirusie. Na płucach pozostało mi obciążenie, pojawiały się problemy z oddychaniem. Nie mogłam przez to robić intensywniejszych treningów. Pod koniec stycznia wróciłam do pełni zajęć, tak jak chciałabym, żeby pracował mój organizm. Trochę to było dla mnie uciążliwe psychicznie, że nie mogę wykonywać tego, co grupa, że muszę ją gonić.

Dla Pani będą to drugie igrzyska. Zna Pani smak medalu olimpijskiego, ale i tytułu mistrzyni świata czy Europy. Ciężko jest się zebrać do ciężkiej pracy, wygrywając niemal wszystko? Złoto w Tokio napędza do wysiłku?

– Aby nasza praca miała sens, ten cel musi być wysoki. Rzeczywiście, złota z igrzysk brakuje w kolekcji i zrobimy wszystko, by je zdobyć. Nie należy mierzyć niżej, niż to, co osiągnęliśmy. Wygrana w Tokio jest czymś realnym, dlatego to mnie motywuje. Wiemy jednak, że będzie to zadanie ciężkie do wykonania.

Które osady mogą być najsilniejsze w Japonii?

– Jest trochę kandydatek do medali. Mocne są Chinki, które dużo wygrały na początku sezonu, m.in. w PŚ. Tam z kolei za każdym razem były od nas lepsze Niemki, które zresztą zawsze są groźne na dużych imprezach. Szybko pływają także Holenderki. Na ostatnim PŚ ustąpiłyśmy Włoszkom. Musimy zrobić wszystko, żeby zostawić te ekipy w pokonanym polu.

Miałyście kiedykolwiek możliwość rywalizować w Japonii?

– Jeszcze nie. Dwa lata temu, jako zawody kontrolne, rozgrywane były mistrzostwa świata juniorów. Ponoć nie było ani wiatru, ani fali. Wiadomo, że zmiana czasu będzie uciążliwa i trzeba się z tym zmagać, ale temu podołamy.

Gdyby mogła Pani scharakteryzować całą czwórkę, jakie są mocne i słabe punkty sportowe poszczególnych z Was?

– Każda z nas jest pozytywna na inny sposób. Kasia Zillmann jest bardzo silna, co daje dużą pewność siebie. Jest bardzo dobrą szlakową i wiemy, że gdy mamy coś zrobić na jej sugestię, to tak musi być. Może nie zawsze się z tym zgadzamy, ale zawsze o tym dyskutujemy. Siedzę tuż za nią. Choć nie lubię mówić o sobie, to daję tej osadzie trochę spokoju, raczej się nie stresuję. Lubię się cieszyć z małych rzeczy i mieć wszystko pod kontrolą. Za mną siedzi Marta Wieliczko, która ma bardzo dużo energii i jest bardzo silna. Ma bardzo wielkie serce i odda wszystko, pomoże w każdej sytuacji. Z kolei Agnieszka Kobus-Zawojska również ma dużo energii i motywuje nas. Wie, co i jak powiedzieć, żeby nas podnieść na duchu.

Niezależnie od wyniku osiągniętego w Tokio, wie już Pani, co dalej z karierą sportową?

– Na pewno nie powiem „koniec”, natomiast rzeczywiście zaczęłam myśleć głębiej o życiu rodzinnym. Za mną paręnaście lat wyjazdów, teraz mam już męża, chciałabym założyć rodzinę i bardziej się ustabilizować prywatnie, niż walczyć o medale. Poza tym osiągnęłam na tyle dużo w wioślarstwie, że mogę dać młodszym szansę na wykazanie się w następnych latach. Na razie bardziej myślę o przerwaniu kariery, bo kto wie, może jeszcze kiedyś porwie mnie chęć startu w jakichś zawodach. Taka decyzja musi być jednak podjęta wspólnie z rodziną.

Rozmawiał Artur Kluskiewicz