Ekipy Uniwersytetu Gdańskiego i Politechniki Opolskiej awansowały do fazy pucharowej turnieju piłki ręcznej podczas Europejskich Igrzysk Akademickich w Łodzi.

Obydwie nasze drużyny trafiły do trzyzespołowych grup, co oznaczało, że przegrywając jeden mecz trzeba było drżeć o awans do dalszych gier. Tak też się stało w przypadku gdańszczanek, które pechowo rozpoczęły rywalizację od spotkania z uniwersytetem z Zagrzebia. Grające w mocno okrojonym składzie Polki w pierwszej połowie nie wykorzystały czterech rzutów karnych i choć po przerwie dwa razy doprowadziły do remisu i nie raz zanosiło się na udane zakończenie, to ostatecznie przegrały 31:34.

– Wydawało się, że rywal jest w naszym zasięgu, ale czegoś najwidoczniej zabrakło, trochę szczęścia i trochę umiejętności. Choć w AMP walczyłyśmy tym składem, to generalnie trenujemy w różnych klubach i nie było zbyt dużo czasu na zgranie. Chcemy tu pokazać się z jak najlepszej strony, bez żadnej presji – powiedziała Marta Bąkowska, która zdobyła w tym spotkaniu dziesięć bramek.

W drugim meczu Chorwatki wygrały z Uniwersytetem Radbouda 36:31 i wiadomo było, że nasze szczypiornistki nie mogą przegrać ostatniego spotkania, żeby zapewnić sobie awans do ćwierćfinału. Ich krótka ławka jeszcze się uszczupliła, bo za czerwoną kartkę musiała pauzować skrzydłowa Wiktoria Witkowska, która z niepokojem mogła tylko przyglądać się, jak jej koleżanki toczą zacięty bój.

Prowadzenie w tym meczu często przechodziło z rąk do rąk i nawet trzy bramki różnicy nie mogły dawać spokoju. Tuż przed końcem pierwszej połowy Holenderki przegrywały 14:17, by niebawem po zmianie stron wygrywać 20:18. – Z kim my gramy? Z białymi czy pomarańczowymi? – krzyczał trener Krzysztof Kotwicki w przerwie, którą musiał wziąć już po 150 sek. drugiej części meczu.

Piłka jednak jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki ekipy z Nijmegen, co najwyżej odbijając się od słupków lub poprzeczki. Przed większą stratą ratowała nasz zespół Aleksandra Hypka, a prowadzenie udało się odzyskać po trafieniu Matyldy Mielewczyk (25:24). – Mecz był bardzo wyrównany, walka trwała od początku do ostatniej sekundy. Jest nas bardzo mało i widać było już nasze zmęczenie. Walczymy jednak o finał, cóż nam pozostało – komentowała zdobywczyni dziewięciu bramek.

foto: DS

Bohaterką gdańskiej ekipy została jednak Paulina Kopańska. Do tej niezwykle wysokiej zawodniczki należały decydujące chwile tego meczu. Przy wyniku 30:31 najpierw ofiarnie powstrzymała kontrę rywalek, w ekwilibrystyczny sposób odzyskując piłkę, by po chwili w identyczny niemal sposób zdobyć dwie bramki. Kopańska wykorzystała swój wzrost i zasłonę koleżanek, trafiając nad blokiem przeciwniczek najpierw na 32:31, a 10 sekund przed końcem meczu na 33:32, co przesądziło o wygranej!

– Nie jestem żadną bohaterką, ja tylko starałam się wykorzystać sytuacje stworzone przez koleżanki. Każda z nas zapracowała na ten wynik. Jestem dumna z dziewczyn, że się nie poddały i bardzo się cieszę z tego meczu, bo pokazałyśmy charakter. Bardzo nam zależało, żeby wygrać – komentowała skromnie.

– Wszyscy ją namawiają, żeby przy takich warunkach rzucała z wyskoku, a ona woli się wiązać w walkę i wchodzić w zwody. Na szczęście dziś dostała konkretne zadanie w końcówce i pewnie je wykonała. Brawa należą się także bramkarce i naszej obrotowej Natalii Pankowskiej, która wykonała dużo czarnej roboty i jest dobrym duchem tego zespołu – komentował trener Kotwicki. – Nie było nam dane zagrać spokojnego meczu. Ten pierwszy też powinniśmy wygrać, ale popełniamy zbyt dużo błędów technicznych. Holenderki to wykorzystywały i większość bramek rzuciły nam z kontry. Mieliśmy szczęście, że udało się wyłączyć ich najlepszą zawodniczkę i będziemy mogli walczyć dalej – dodał.

Awans z drugiego miejsca w grupie wywalczyli także szczypiorniści Politechniki Opolskiej. Ten zespół też przyjechał w mocno okrojonym składzie. Plaga kontuzji oraz rozpoczęcie okresu przygotowawczego do sezonu Superligi sprawiły, że nasi rozpoczęli rywalizację w zaledwie dziewięcioosobowym składzie.

Inauguracyjny mecz przypadł w poniedziałek z Norweskim Uniwersytet Nauki i Technologii. Przeciwnicy pokazali dobre przygotowanie taktyczne i mocną obronę, jednak nie wystarczyło to na zdeterminowaną drużynę z Opola. Dynamicznymi akcjami brylował Fabian Sosna, raz za razem skutecznie dryblując norweskich obrońców. Tempo gry narzucał kapitan drużyny – Mateusz Morawski, który perfekcyjnie wykorzystał swoje doświadczenie w rozgrywaniu akcji. Drużyna Politechniki przez cały mecz dobrze dysponowała swoimi siłami i kontrolowała przebieg spotkania. Znakomicie w bramce spisywał się Jakub Ałaj. W ostatnich 10 minutach udało wyjść na kilkubramkową przewagę i zwyciężyć 26:23.

foto: Mateusz Młyńczak

Wtorkowy mecz przeciwko Uniwersytetowi Stambulskiemu zapowiadał się na znacznie cięższą przeprawę. Zdecydowana przewaga fizyczna Turków dała się mocno we znaki opolskim akademikom. Rywalizacja była bardzo szybka. Na parkiecie z dobrej strony pokazał się Michał Scisłowicz, który swoją walecznością zdobył kilka wykluczeń dla rywala. Spotkanie do 45 minuty było bardzo wyrównane i ofensywne. Jednak wąska kadra i brak zmian zaczął odgrywać coraz większą rolę.

Turkom udało się wyjść na trzybramkowe prowadzenie i utrzymywali je przez kwadrans. Trener Politechniki Opolskiej – Adrian Fiodor – w 55 minucie zdecydował się na wzięcie czasu. Parę uwag oraz motywacja poskutkowały. Za sprawą indywidualnych akcji Maćka Fabianowicza i niesamowitych rzutów udało się wyrównać wynik! Emocje towarzyszyły do samego końca. Niestety mocno krzywdząca decyzja pary sędziowskiej na korzyść rywala dała mu ostatecznie jednobramkowe zwycięstwo. Bilans obydwu spotkań zapewniał zaś Polakom awans do dalszych gier.

Opolanie zagrają w ćwierćfinale z uniwersytetem z Minho, a gdańszczanki z uniwersytetem z Bordeaux. Nie udało się dziewczynom z Politechniki Łódzkiej, które występ w hali łączyły z debiutem na piasku. Przegrane z Lwowskim Uniwersytetem Wychowania Fizycznego (18:42) i Norweskim Uniwersytetem Nauki i Technologii (30:34) dały im trzecie miejsce w grupie. Przed Polkami dwumecz o 11. miejsce z uniwersytetem z Liverpoolu.

Tekst: DS i Mateusz Młyńczak