Babiarz: Polskie pływanie jest w dołku [WYWIAD cz.2]

0
73
fot. Marek Biczyk/PZLA

– Polskie pływanie nie wychodzi z dołka, natomiast mamy trzech obiecujących zawodników – Wojtka Wojdaka, sprintera Pawła Juraszka i starego mistrza Kawęckiego. Tu widzę jeszcze naszą nadzieję na lepsze jutro – znany komentator sportowy Przemysław Babiarz w drugiej części rozmowy z naszym portalem szuka pomysłów na problemy w polskim pływaniu oraz wyraża nadzieję na poprawę formy zawodnika AZS Zakopane – Macieja Kota.

– O ile w lekkoatletyce wciąż możemy liczyć na medale, to lipcowe pływackie mistrzostwa świata w Gwangju zakończyliśmy bez krążka, pierwszy raz w XXI wieku. Można mówić o powodach do niepokoju?

– Te powody pojawiły się już dość dawno. Podczas igrzysk olimpijskich w Londynie nasi panowie – Konrad Czerniak, Paweł Korzeniowski i Radosław Kawęcki – byli jeszcze w trzech finałach, natomiast w Rio nie awansowaliśmy już do żadnego. Blisko podium byliśmy w Pekinie. Polskie pływanie nie wychodzi z dołka, natomiast mamy trzech obiecujących zawodników – Wojtka Wojdaka, sprintera Pawła Juraszka i starego mistrza Kawęckiego. Tu widzę jeszcze naszą nadzieję na lepsze jutro.

– Skoro mowa o Kawęckim – to on był najbliżej medalu w Gwangju, zajmując czwarte miejsce w finale na 200 m stylem grzbietowym. Czy nasz multimedalista może myśleć o sukcesie w przyszłym roku w Tokio?

– Minęło jedenaście lat, a my wciąż pamiętamy, kiedy Radek jako 17-latek zdobywał medal podczas juniorskich mistrzostw świata w Monterrey. Z każdym rokiem rósł w siłę – stał się najlepszy w Europie, kolekcjonował tytuły mistrza świata na krótkim basenie (2012, 2014, 2016). W Londynie zajął miejsce tuż za podium i z automatu okrzyknęliśmy go nadzieją medalową za cztery lata. W Rio, po odpadnięciu w eliminacjach, przeżyliśmy straszne rozczarowanie. Kawęcki wraca w innej sytuacji – ma dwadzieścia osiem lat, jest ojcem, co mężczyźnie często dobrze robi, czuje dodatkową odpowiedzialność. W Gwangju ponownie był blisko medalu, ale przyjemnie się go oglądało, to był bardzo dobry wyścig. W finale nie zaspał, nie przekombinował, cały czas pozostawał w walce. Troszkę zabrakło do brązu, są genialni Rosjanie, ale wydaje mi się, że tym występem chwycił skrawek szaty nadziei, że na igrzyskach wszystko jest możliwe.

– Za ponad miesiąc rusza kolejny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Środowisko akademickie liczy na poprawę wyników Macieja Kota z AZS-u Zakopane, który w ostatnich latach mocno spuścił z tonu (w sezonie 2016/17 – 5. w klasyfikacji generalnej PŚ, 2017/18 – 21., a w 2018/2019 – 47. – dop. red.).

– Maciek jest ambitny. To typ sportowca, który potrafi się przemotywować. Wysoko zawieszoną poprzeczkę nie zawsze udaje się pokonać w pierwszym kroku. To częsty syndrom u ludzi zdolnych i wrażliwych, którzy coś wielkiego już osiągnęli, a małe wahnięcie sprawiło, że zboczyli z kursu.

– Gdzie więc musimy szukać symptomów poprawy, nadziei, że Kot wróci do dawnej dyspozycji?

– Tutaj wskazałbym na osobę nowego selekcjonera. Niby jest Michal Doleżal, który ma realizować stary program, ale nowy człowiek na stołku trenerskim, to zawsze nowe relacje interpersonalne. Ponadto Maciek w maju się ożenił, a dla mężczyzny ważna jest stabilizacja. Sam zresztą w jednym z wywiadów podkreślił, że dobrze wracać do domu, w którym ktoś na ciebie czeka. No i są też lepsze wyniki w Letniej Grand Prix. Ostatnie dwa konkursy zakończył na piątym miejscu w austriackim Hinzenbach, a następnie na czternastej pozycji w niemieckim Klingenthal. Bądźmy cierpliwi i poczekajmy na pierwszy konkurs w Wiśle (23-24 listopada br. – dop. red.).

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here