Półfinały Akademickich Mistrzostw Świata w piłce ręcznej nie okazały się szczęśliwe dla polskich drużyn. Paniom nie udał się rewanż za porażkę w fazie grupowej z Holenderkami, panowie ponownie przegrali z Brazylijczykami.

Jako pierwsze, o godzinie 18:00, zaplanowano półfinały pań, które odbywały się równolegle, następnie o 20:15 na boisko mieli wyjść panowie. Meczu obu drużyn Akademickiej Reprezentacji Polski wyznaczono w hali SMART, w której niestety gorzej radziła sobie tymczasowa klimatyzacja zamontowana na czas turnieju i dało się to odczuć od samego początku. Mimo tego nasza żeńska kadra udanie weszła w grę i po golu Nikoli Leśniak z rzutu karnego objęła prowadzenie 4:2. Niestety były to miłe złego początki, bo od tego momentu nasza gra w ataku zupełnie się zacięła. Polki nie były w stanie znaleźć recepty na holenderską obronę, podczas gdy przeciwniczki trafiały raz za razem, rzuciły siedem bramek z rzędu i zrobiło się 4:9. – Ten jeden moment był kluczowy. Na początku bardzo dobrze to wyglądało, kilka błędów z naszej strony i Holenderki odjechały. Później szło to w miarę bramka za bramkę, ale nie dałyśmy rady tego odratować – mówiła chwilę po końcowym gwizdku Nikola Leśniak. Tak jak wspomniała nasza rozgrywająca, gra w kolejnych minutach była wyrównana, za wyjątkiem jeszcze jednej serii rywalek, które po czterech kolejnych golach powiększyły przewagę do stanu 16:8. Polki tę stratę do przerwy zdołały zmniejszyć tylko o bramkę dzięki trafieniu Darii Grobelnej ze skrzydła na 10 sekund przed końcem.

Pierwsze minuty po przerwie to podobny obraz gry, gdy drużyna z Holandii nie była wprawdzie w stanie powiększyć przewagi, ale też nasze szczypiornistki nie odrabiały dystansu. Taka sytuacja trwała do 42 minuty. Wtedy, przy wyniku 26:18, o czas poprosił trener rywalek. Jego uwagi okazały się niezwykle trafne, bo po minutowej przerwie Holenderki zaczęły znacznie lepiej radzić sobie z naszymi atakami, same nie tracąc skuteczności. Polki straciły koncepcję na udane akcje ofensywne i rzucały często z nieprzygotowanych pozycji, w efekcie wynik zaczął się od tego momentu szybko rozjeżdżać. Najpierw zespół przeciwny powiększył przewagę do 10 bramek, a potem stopniowo dokładał kolejne. Polki próbowały jeszcze zrywów, ale reprezentacja Holandii nie pozwalała sobie nawet na chwilę dekoncentracji i do końca nie zwolniła tempa. Tym samym wywalczyła w imponującym stylu awans do półfinału. Kobiecej drużynie Akademickiej Reprezentacji Polki, której start w Pessac-Bordeaux wspierają PGE Polska Grupa Energetyczna oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, pozostaje walka o brąz. W meczu o 3. miejsce zmierzą się z Czeszkami, które w rozgrywanym równolegle drugim półfinale uległy 29:31 innym grupowym rywalkom naszych szczypiornistek, Francuzkom.

– Na pewno za nami bardzo ciężka grupa, mecze z Francuzkami, Holenderkami i Chinkami. Czeszki to nowy rywal, mamy nadzieję, że niczym nas nie zaskoczą, za to my zaskoczymy naszą bardzo dobrą grą i wywalczymy wymarzony brązowy medal. Szkoda, że nie będzie to złoto, ale walczymy dalej i chcemy pokazać się z jak najlepszej strony – zapewniała Patrycja Jura.

Holandia – Polska 38:25 (19:12)
Polska: Małgorzata Ciąćka – Sandra Guziewicz 3, Julia Oleśkiewicz, Julia Owczaruk 1, Julia Skubacz 1, Nikola Leśniak 4, Daria Grobelna 2, Edyta Byzdra 1, Nicola Żmijewska 3, Magdalena Berlińska 1, Patrycja Jura 2, Laura Zdziebłowska 7. Trenerka: Magdalena Stanulewicz.

Tuż po zakończeniu żeńskiego półfinału na rozgrzewkę wyszli panowie. Gdy tylko dobiegło końca oficjalne rozpoczęcie spotkania i odegrany został hymn Międzynarodowej Federacji Sportu Uniwersyteckiego, od razu było widać, że Polacy mają z Brazylijczykami rachunki do wyrównania po bardzo twardym, momentami wręcz brutalnym i zakończonym niefortunnie jednobramkową przegraną meczu grupowym. Napięcie kipiało od pierwszej akcji, a ławka rezerwowych wybuchła radością, gdy pierwszą bramkę rzucił Jan Antolak. Stanisław Malinowski dwukrotnie oszukał brazylijskich bramkarzy z linii 7 metrów i objęliśmy prowadzenie 3:1, a na dodatek graliśmy przez dwie minuty w przewadze. Rywale pod presją naszej obrony popełniali wiele błędów, po jednej z ich strat wyprowadziliśmy szybki kontratak, Jakub Wielgucki wybiegł na czystą pozycję i trafił na 6:3. Chwilę później Paweł Ciupa obronił rzut Luisa Pereiry w sytuacji sam na sam. Świetne podanie Dominika Antoniaka na koło i bramka Franciszka Wierzbickiego w trakcie gry w przewadze pozwoliły powiększyć przewagę do stanu 10:6. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, zwłaszcza że Polacy mieli okazję do gry w podwójnej przewadze. Niestety, sędzia odgwizdał faul w ataku Antolaka, a chwilę później pokazał czerwoną kartkę Antoniakowi. Na nic zdały się protesty, na 3,5 minuty przed przerwą jeden z liderów naszej kadry został wyrzucony na trybuny. Brazylijczycy nabrali wiatru w żagle, wykorzystali grę w przewadze i do końca pierwszej połowy rzucili aż pięć bramek, nie tracąc żadnej i tym samym to oni zmieniali strony na prowadzeniu. Już po czasie bezpośrednio z rzutu wolnego próbował jeszcze trafić Antolak, ale bezskutecznie. Jedyną dobrą informacją był fakt, że drugą połowę rywale rozpoczną od dwuminutowej kary.

– W momencie, gdy Dominik dostał czerwoną kartkę, oni poczuli krew, dogonili nas. My w głupi sposób traciliśmy te piłki. To też było dla nas duże osłabienie, bo Dominik dużo wnosił i w obronie, i w ataku, a do jest leworęczny. Nie mamy drugiej lewej ręki na rozegraniu i zdecydowanie ciężej nam się grało przy tak wysokiej obronie – przyznał już po meczu Dawid Petlak.

Atmosfera meczu po przerwie szybko zrobiła się znów bardzo gorąca, dorównując temperaturom panującym od tygodnia w Bordeaux. Wydawało się, że Polacy wyrównają, gdy Paweł Ciupa obronił rzut ze skrzydła Luisa Fernandeza i od razu przerzucił całe boisko, wykorzystując pustą bramkę. Piłka odbiła się kozłem od nawierzchni, trafiła w poprzeczkę i spadła wyraźnie za linią końcową, zanim zdążył ją wygarnąć brazylijski bramkarz, ale sędzia widział tę sytuację inaczej. Na dodatek Biało-Czerwoni otrzymywali kolejne kary – z boiska na dwie minuty najpierw został wyrzucony Wielgucki, a następnie Dawid Petlak. Rywali te sytuacje tylko napędzały i gdy po stracie Paweł Ciupa nie zdążył się odpowiednio ustawić się w bramce, rzucili gola na 21:18. Do końca zostało wciąż ponad 17 minut, ale wraz z ich upływem dystans nie topniał, w przeciwieństwie do czasu. Tuż przed upływem 50. minuty Brazylijczycy trafili na 24:20, ale chwilę później skuteczny ze skrzydła był Stanisław Malinowski i na przerwę na nawodnienie schodziliśmy znów z trzybramkową stratą. Kolejne sekundy nadal jednak nie przyniosły poprawy, a wręcz przeciwnie – gdy trener Marcin Stefaniec zażądał przerwy na 5 minut i 51 sekund przed końcem, przegrywaliśmy 22:26. Na domiar złego Fraciszek Wierzbicki nie trafił rzutu karnego i rywale mieli okazję, by jeszcze powiększyć prowadzenie, ale na szczęście oni też posłali piłkę nad poprzeczką. Rolę lidera w ofensywie wziął na siebie Jakub Tokarz, który indywidualnymi akcjami przedzierał się przez obronę rywali i to on w taki właśnie sposób rzucił upragnionego gola nr 23. Do odrobienia pozostały jeszcze trzy, a Polacy mieli na to dokładnie 302 sekundy. Nadal nie byli jednak w stanie powstrzymać ataków Brazylijczyków, którzy regularnie trafiali do naszej bramki. Wydawało się jeszcze, że może sygnałem do ostatniego zrywu będzie rzut karny obroniony przez Wiktora Kwiatkowskiego, ale sędzia nakazał jego powtórzenie, Wesley Silva za drugim razem się nie pomylił i było już 28:24, a do końca tylko 3 minuty. Było jasne, że nasi szczypiorniści potrzebują w tej chwili cudu, a ten nie nastąpił. Rozpaczliwe próby w ostatnich sekundach przyniosły jeszcze dwa gole po stratach rywali, ale za trzecim razem Brazylia piłki już nie straciła i to ona cieszyła się z awansu do finału. Polakom pozostaje walka o brąz z Hiszpanami, którzy w drugim z półfinałów przegrali jedną bramką z gospodarzami.

– Nie będziemy zrzucać na sędziów. Powinniśmy wygrać na spokojnie, nie myśleć w ogóle o decyzjach arbitrów. Powinniśmy zamknąć ten mecz do 45-50 minuty, żeby na koniec był spokój, a to my musieliśmy gonić i to boli – mówił Jakub Wielgucki. – Gdy przegraliśmy z Brazylią w grupie, potrafiliśmy oczyścić głowy i kolejnego dnia wygrać z Francuzami. Myślę, że będzie dobrze, bo dużo lepiej gramy z ułożonymi drużynami, niż z tak chaotycznymi, jak Brazylijczycy – dodał.

Polska – Brazylia 28:30 (12:13)
Polska: Paweł Ciupa, Wiktor Kwiatkowski – Szymon Mucha, Dawid Frankowski 1, Franciszek Wierzbicki 3, Stanisław Malinowski 6, Kuba Wleklak, Jakub Tokarz 5, Marcin Głuszczenko 2, Ignacy Jaworski 2, Jakub Wielgucki 1, Dominik Antoniak 1, Dawid Petlak 3, Jan Antolak 4. Trener: Marcin Stefaniec

Oba mecze o 3. miejsce Akademickich Mistrzostw Świata w piłce ręcznej odbędą się o tej samej godzinie – 13:45. Mecz kobiet rozegrany zostanie w hali SMART, podczas gdy mężczyźni zagrają w hali Bellegrave.

Michał Kwietko-Bębnowski z Pessac