Strona główna Zawody Akademickie Mistrzostwa Świata Sześć medali polskich kolarzy na AMŚ w Chinach! Znakomity wynik biało-czerwonych!

Sześć medali polskich kolarzy na AMŚ w Chinach! Znakomity wynik biało-czerwonych!

0
58

Sześć medali, w tym trzy złote, wywalczyła Akademicka Reprezentacja Polski podczas Akademickich Mistrzostw Świata w kolarstwie, które odbyły się w chińskim Chongli. Biało-czerwoni dwa lata po znakomitym występie w AMŚ w Kostaryce, tegoroczny start również mogą zaliczyć do udanych. – To grupa świetnych młodych ludzi, którzy włożyli ogrom pracy w przygotowania do tych startów – mówi o naszych kolarzach Grzegorz Miedziński, opiekun grupy podczas AMŚ w Chinach.

Akademicka Reprezentacja Polski do Chin poleciała na kilka dni przed zawodami. Wszystko po to, by jak najlepiej zaaklimatyzować się do warunków, a przede wszystkim odpocząć po podróży i sprawdzić trasy, na których mieli rywalizować. – To mój debiut na Akademickich Mistrzostwach Świata. Jesteśmy już po objeździe trasy i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobała, choć jest kilka elementów, które jeszcze budzą moje wątpliwości. Przed nami jednak jeszcze kilka treningów, więc myślę, że wszystko się wyjaśni. Będę dokładnie studiować trasę. Nie wiem jeszcze, czego mogę się spodziewać, ani kto stanie na starcie: czy będą to zawodniczki ze światowej czołówki, czy głównie studentki. Liczę jednak na dobry wynik – mówiła przed zawodami Zofia Krysik, reprezentująca Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

– To również mój pierwszy udział w Akademickich Mistrzostwach Świata. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do trasy. Jest odporna na zmienne warunki pogodowe, wymagająca fizycznie i technicznie. Miejscami jest sypko, ale właśnie dzięki temu spełnia wszystkie kryteria dobrej trasy MTB. Przed nami jeszcze kilka dni treningów, więc z każdym kolejnym dniem będziemy czuć się na niej coraz pewniej. Jestem dobrej myśli i skupiam się przede wszystkim na zawodach – dodawała Joanna Głowacka z Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie.

Kinga Żur z Akademii Kultury Fizycznej im. Bronisława Czecha w Krakowie zwracała natomiast uwagę na wiele rock gardenów. – Ale są całkiem przyjemne do przejechania. Trzeba jednak uważać na głęboki, nieubity szuter, którym pokryta jest praktycznie cała trasa, bo bardzo łatwo stracić na nim przyczepność. Startowałam już w Akademickich Mistrzostwach Świata w Kostaryce, a teraz mam szansę poprawić tamten wynik i właśnie z takim nastawieniem podchodzę do tych zawodów – mówiła jeszcze przed rywalizacją.

– Mieszkamy w wiosce położonej na wysokości około 1300 metrów nad poziomem morza i odczuwamy tę wysokość. Stopniowo adaptujemy się również po podróży i zmianie strefy czasowej. Mieliśmy już objazd trasy i czeka nas wymagająca runda z bardzo ciężkim podjazdem. Jestem jednak przekonany, że do startu będziemy gotowi w stu procentach – podkreślał Julian Kot z Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie.

Trener kadry MTB Paweł Wojtczak również nie ukrywał optymizmu, a warto przyznać, że wcześniej był mechanikiem Akademickiej Reprezentacji Polski, a teraz awansował do roli szkoleniowca. – Trasa jest bardzo wymagająca, zarówno technicznie, jak i siłowo. Kluczowe będą odpowiednie przygotowanie fizyczne oraz taktyka. Ośrodek jest świetnie przygotowany i robi bardzo dobre wrażenie. To właśnie tutaj odbywały się zimowe igrzyska olimpijskie w 2022 roku. Jesteśmy dobrze przygotowani do startu i wiążemy z naszym zespołem duże nadzieje. Będziemy walczyć o medale i jak najlepsze lokaty. Dla mnie to również nowe doświadczenie. Mam nadzieję, że godnie będziemy reprezentować Polskę – zapowiadał.

Pierwszego dnia rozegrano jazdę indywidualną na czas. Wśród mężczyzn dziewiąte miejsce zajął Paweł Ścierski (Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach), a szesnasty był Julian Kot. Znacznie więcej powodów do radości dostarczyły kobiety. Akademicką wicemistrzynią świata została Natalia Krześlak, a brązowy medal wywalczyła Antonina Jackowiak. Siódma była Rozalia Dutczak.

– To dla nas duża duma. Cieszę się, że dla polskiej uczelni zdobywamy medale i dla reprezentacji. Tutaj Chińczycy patrzą na nas jak na coś niezwykłego. Dało się odczuć trudy tej trasy, wiatr na pewno mocno rzutował na przebieg rywalizacji. Trasa była falista, z wiatrem, warto dodać, że to wszystko odbywało się na wysokości 1300 metrów, więc to dodatkowy czynnik, z którym musimy się mierzyć. Świetnie sobie poradziłyśmy – mówiła Natalia Krześlak.

Ogromnych emocji nie kryła również Antonina Jackowiak. – Pierwsza rzecz, którą powiedziałam tacie po przekroczeniu mety, to że to mój najlepszy dzień w życiu. To niesamowite uczucie już tutaj być. Jestem niezwykle wdzięczna, że dostałam możliwość startu tutaj. To jest zwieńczenie całej przygody w sporcie i początek dalszej drogi. Chciałabym podziękować wszystkim trenerom, mojej rodzinie i całej drużynie oraz sztabowi. Ten sukces jest owocem pracy wielu osób. Dla mnie samo ukończenie tego wyścigu było czymś niesamowitym, a gdy dowiedziałam się o wyniku, było to spełnienie marzeń. Towarzyszyły mi niesamowite emocje. Organizacja jest niesamowita, cały wyjazd to spełnienie marzeń – podsumowała.

Drugiego dnia rozegrano kryterium uliczne. Tym razem apetyt na medale był zdecydowanie większy, jednak biało-czerwoni kończyli rywalizację tuż za podium. Wśród mężczyzn czwarte miejsce zajął Szymon Pomian (Politechnika Białostocka), dziewiąty był Szymon Ptak (Akademia Nauk Stosowanych im. Haliny Konopackiej w Pruszkowie), a dziesiąty Julian Kot. W wyścigu kobiet Natalia Krześlak zajęła czwarte miejsce, Rozalia Dutczak była piąta, a Antonina Jackowiak dwunasta.

Największy sukces szosowej części mistrzostw przyniósł wyścig ze startu wspólnego kobiet. Od początku było wiadomo, że liderką Akademickiej Reprezentacji Polski będzie Natalia Krześlak. Cały zespół podporządkował swoją jazdę realizacji taktyki, a Jackowiak i Dutczak skutecznie wspierały liderkę, kontrolując przebieg wyścigu. Plan został wykonany perfekcyjnie. Krześlak przy wsparciu swoich koleżanek zdobyła złoty medal i tytuł akademickiej mistrzyni świata. Jackowiak była natomiast siódma, a tuż za nią na metę wjechała Dutczak. W wyścigu mężczyzn ósmy był Julian Kot, trzynasty Paweł Ścierski, natomiast Szymon Ptak nie ukończył rywalizacji.

– Czuję ogromną dumę i satysfakcję. Zwieńczenie trzech dni startów złotym medalem to coś niesamowitego. Jestem dumna z całej naszej ekipy, bo wszyscy włożyliśmy w ten sukces mnóstwo pracy. Nie brakowało trudności – sam wyścig był bardzo wymagający, zarówno ze względu na techniczną trasę, jak i warunki panujące na wysokości, która może nie jest bardzo duża, ale była już odczuwalna. Rywalizacja od samego początku była bardzo intensywna. Już na pierwszej z trzech rund uformowała się czołówka, bo jechałam razem z zawodniczką z Niemiec. Rywalka nie chciała współpracować, więc musiałam wziąć ciężar prowadzenia na siebie. Ostatecznie udało mi się odjechać i dojechać do mety „solo”, jak to mówimy w żargonie kolarskim. To wspaniałe zwieńczenie pracy całego zespołu i wszystkich osób, które są tutaj z nami – cieszyła się na mecie Krześlak.

– Naszą liderką była Natalia i pokazała dziś, że ma spośród nas największe doświadczenie oraz świetnie przygotowaną formę. Wszystkie jesteśmy bardzo zadowolone z tego startu. Cieszymy się ze złotego medalu Natalii i z tego, że mogłyśmy pomóc jej w osiągnięciu tego sukcesu. Ja miałam za zadanie narzucić mocne tempo na pierwszym podjeździe. Wtedy Natalia odjechała razem z zawodniczką z Niemiec, a później razem z Rozalią pracowałyśmy nad tym, żeby żadna z rywalek nie doskoczyła do naszej liderki. Kontrolowałyśmy wyścig i kasowałyśmy wszystkie ataki. To był bardzo dynamiczny, aktywny wyścig, pełen akcji i świetnych emocji. To dla nas kolejne cenne doświadczenie, a teraz możemy już spokojnie cieszyć się pobytem w Chongli – dodała Jackowiak.

– To był bardzo ciekawy i wymagający wyścig. Szczególnie mocno odczułam długi podjazd na wysokości. Te zawody to nie tylko rywalizacja sportowa, ale także okazja do poznania zawodniczek z innych krajów i zdobycia cennego doświadczenia. Bardzo się cieszę, że mogłam tutaj wystartować i być częścią tej drużyny. Dałyśmy z siebie sto procent. Razem z Tosią dojechałyśmy do mety, a nasza liderka Natalia sięgnęła po zwycięstwo. Cały zespół świetnie ze sobą współpracował i wspierał się przez cały wyścig. To było naprawdę ciekawe ściganie, zwłaszcza że przed startem nie wiedziałyśmy, czego możemy się spodziewać po rywalkach – zakończyła Dutczak.

Medalowym akcentem dla Polaków zakończył się też eliminator MTB. Wielki sukces osiągnął Maciej Jarosławski (Uniwersytet Łódzki), który został akademickim mistrzem świata. Piąte miejsce wywalczył Szymon Pomian, a szóste Mateusz Szyszko vel Chorąży. Wśród kobiet Joanna Głowacka zajęła czwarte miejsce, Zofia Krysik była szósta, natomiast Kinga Żur zakończyła rywalizację poza najlepszą ósemką.

– Jestem w szoku, bo dziś kompletnie nie czułem, że stać mnie na taki wynik. Sam format był zupełnie inny niż to, w czym zwykle się ścigam. Trasa była ekstremalnie ciężka – mogę ją porównać do czterech short tracków z rzędu. Myślę, że na każdej rundzie było około 40–50 metrów podjazdu, ale przez kopny żwir odczuwalnie było to jak jakieś 75 metrów. W połowie podjazdu pół obrotu szło w piach. Do tego 30 stopni w cieniu i niesamowity upał. Czułem się dziś przeciętnie, ale udało mi się wygrać wcześniejsze eliminacje. W finale ustawiliśmy się z Czechem, Niemcem i Chińczykiem. Czech był faworytem, ale już na samym początku zerwał łańcuch. Później wyszedłem na prowadzenie, wyprzedzając Chińczyka na szczycie pierwszego podjazdu. Potem tylko powiększałem przewagę i bezpiecznie dojechałem do mety. To dobrze zwiastuje przed wyścigiem cross-country. Teraz czas na regenerację, bo jestem naprawdę bardzo zmęczony. Oby tak dalej! – podsumował Maciej Jarosławski.

Krysik, która była szósta na mecie, podkreśla, że trasa była dość nietypowa, a to ze względu na sporo szutru i przewyższeń. – Jestem jednak bardzo zadowolona z tego startu. Widzę, że mam siłę i potencjał, żeby walczyć z najlepszymi. W czasówce nie czułam się najlepiej, ale z każdym kolejnym startem było coraz lepiej i ostatecznie zakończyłam rywalizację na szóstym miejscu. Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo nie znałam swoich rywalek, dlatego tym bardziej cieszę się z osiągniętego wyniku. Mam apetyt na więcej. W wyścigu cross-country chciałabym powalczyć o miejsce w czołowej piątce. Ta trasa wydaje się odpowiadać moim predyspozycjom, nie mam problemu z technicznymi odcinkami, więc wierzę, że będzie dobrze – mówi.

Ostatniego dnia zawodów rozegrano wyścig cross country i… Polacy znów skończyli z dwoma medalami! Najpierw w rywalizacji mężczyzn drugie miejsce wywalczył Jarosławski, a następnie jeszcze lepiej zaprezentowała się Głowacka, czyli… nowa akademicka mistrzyni świata! Oprócz tego, piąte miejsce zanotował Szymon Pomian, a dziewiąty był Mateusz Szyszko vel Chorąży, u kobiet zaś dziesiąte miejsce zanotowała Zofia Krysik, a tuż za nią uplasowała się Kinga Żur.

– To był naprawdę ciężki wyścig, ale jestem ogromnie szczęśliwa, że udało mi się go ukończyć. Na ostatnim okrążeniu dopadł mnie kryzys, ale wszystko minęło, gdy pomyślałam, że cały ten trud w końcu zostanie wynagrodzony. Cieszę się, że udało mi się odbić po wczorajszym dniu. Chciałabym z całego serca podziękować mojemu tacie i mojemu chłopakowi, jesteście niesamowici! Bez Was nie osiągnęłabym tego, gdzie jestem. Dziękuję również mojej mamie, braciom i siostrze za nieustające wsparcie – mówiła na mecie Głowacka.

Jarosławski: – To olimpijska odmiana kolarstwa górskiego, więc tym bardziej cieszę się z tego wyniku. Jestem bardzo zadowolony. Patrząc na przebieg wyścigu, ktoś może powiedzieć, że pozostaje lekki niedosyt, bo przez większość dystansu prowadziłem. Chińczyk, który ostatecznie wygrał, wyprzedził mnie na przedostatnim okrążeniu. Trzeba jednak przyznać, że dziś był po prostu w innej lidze – świetnie odrobił stratę i później już mi odjechał. Warunki były bardzo wymagające. Start był kilkukrotnie przekładany z powodu intensywnego deszczu, co na pewno miało wpływ na rywalizację. Po wczorajszym sukcesie w eliminatorze czułem się znakomicie i do dzisiejszego wyścigu podszedłem bez presji. Myślę, że lepiej ten weekend nie mógł się dla mnie ułożyć. Srebrny medal, nawet jeśli pozostawia odrobinę niedosytu, bardzo mnie cieszy. Dziękuję wszystkim za wsparcie – wiele dla mnie znaczy.

Łącznie biało-czerwoni w Chinach wywalczyli aż sześć medali: trzy złote, dwa srebrne i jeden brązowy. To kolejny znakomity wynik i znak, by uczelnie oraz kluby jeszcze bardziej inwestowały w swoich kolarzy, bo mają ogromny potencjał. – Mamy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, tuż za Niemcami. Kolejny raz przekonaliśmy się, że start w imprezie rozgrywanej poza Europą stanowi dodatkowe wyzwanie. Europejskie reprezentacje muszą mierzyć się z logistyką, długą podróżą, zmianą stref czasowych i aklimatyzacją. Na szczęście mieliśmy już doświadczenia z wyjazdów na Filipiny, do Kostaryki czy Portugalii, dzięki czemu wiedzieliśmy, jak najlepiej przygotować się do tej wyprawy. Zrobiliśmy wszystko, aby stworzyć zawodnikom optymalne warunki do startu – mówi Grzegorz Miedziński, opiekun naszej grupy w Chinach.

I dodaje: – Również komitet organizacyjny miał wysoko zawieszoną poprzeczkę, bo kolarstwo nie jest łatwą dyscypliną do organizacji. Myślę, że mimo wszystko spisali się na piątkę z plusem. Zdarzały się drobne problemy z punktualnością, ale całościowo organizacja stała na bardzo wysokim poziomie. Od strony sportowej również nie było łatwo. Trenerzy na co dzień nie pracują z tymi zawodnikami, dlatego musieliśmy na bieżąco budować współpracę, tworzyć taktykę, analizować przebieg tras i przewidywać zachowania rywali. Mam nadzieję, że kolejne Akademickie Mistrzostwa Świata wrócą do Europy, ponieważ zachęci to do udziału więcej reprezentacji. W Chinach zabrakło między innymi Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Belgów, Brytyjczyków czy Francuzów. To powinno się zmienić, jeśli chcemy rozwijać akademickie kolarstwo. Na razie jednak cieszymy się z medali i wyjątkowej atmosfery tych mistrzostw. To grupa świetnych młodych ludzi, którzy włożyli ogrom pracy w przygotowania do tych startów. Nie każdy poradził sobie z aklimatyzacją i nie wszystkim udało się trafić z najwyższą formą, ale przez cały czas wspieraliśmy się nawzajem. Zawodnicy z szosy kibicowali ekipie MTB, a kolarze górscy odwdzięczali się tym samym. Było widać prawdziwy Team Poland i właśnie to było największą siłą tej reprezentacji. Nie tylko medale, ale również współpraca, nowe przyjaźnie i wspólne przeżycia pokazują, na czym polega piękno sportu.