Nic tak nie łączy różnych pokoleń jak wspólna pasja. Dobrze wiedzą o tym Ireneusz Borkowski i Makary Borkowski-Jara, czyli dziadek i wnuczek, którzy trenują wioślarstwo w AZS AWF Warszawa.  

Senior rodziny Borkowskich biorąc udział w zawodach często wymieniany jest jako ten  najstarszy w stawce. Pan Ireneusz urodził się w 1939 roku w Warszawie. Wioślarstwo zaczął uprawiać już w szkole podstawowej, którą obecnie mieszkańcy stolicy znają jako MOS nr 2. Następnie trafił do AZS AWF Warszawa i to ten klub reprezentuje aż do dziś. Trudno zliczyć ile tysięcy kilometrów przepłynął od tego czasu, ile razy wygrał, a ile razy musiał przełknąć gorycz porażki. Tylko w ubiegłym roku zdobył trzy medale Mistrzostw Świata Masters: złoto w dwójce w osadzie międzynarodowej, srebro w jedynce i brąz w ósemce.

– Wiosłuję ponad 70 lat. Mieszkałem na Saskiej Kępie przy Wale Miedzeszyńskim i zawsze patrzyłem na Wisłę. Jakoś mnie ta woda fascynowała. Najpierw wioślarstwo to była zabawa, a później zaczęło się takie prawdziwe trenowanie. Całe życie spędziłem przy wiosłach i dla mnie to jest ogromna przyjemność. Zawsze czuję fascynację, jak mogę obcować z przyrodą i startować. To jest piękny sport, a jak jest dobra łódka i jak się jeszcze wygrywa, to czuć dodatkową motywację. Jako masters cały czas przywożę medale z mistrzostw świata – opowiada pan Ireneusz Borkowski.

Chociaż płyną lata, to wciąż panu Ireneuszowi nie ubywa pasji do trenowania i startowania w zawodach. Jak sam mówi, wioślarstwo pozwala mu też utrzymywać kontakt z osobami młodszymi i przez to samemu też czuć się młodziej. Przy okazji zawsze wracają też pytania o receptę na tak dobrą formę, ale tu trzeba wrócić do konsekwencji i regularnego uprawiania sportu przez wiele, wiele lat.

– Takie spotkania z młodzieżą to jest ogromny doping dla mnie. Jak widzę Makarego i innych młodych wioślarzy, którzy chcą uprawiać ten piękny sport, to człowiek od razu czuje się lepiej. Oni zaczynają już na innym sprzęcie i w innych warunkach niż ja. Oczywiście jedni mówią, że dobrze jest zaczynać na “pechówce”, ale teraz jest taki dostęp do sprzętu węglowego, że praktycznie wszyscy wiosłujemy na najlepszych łódkach. Jeśli chodzi o wodę, to warunki na Kanale Żerańskim do trenowania mamy bardzo dobre – mówi wieloletni wioślarz AZS AWF Warszawa.

Śladem dziadka poszedł wnuczek Makary. Dzieli ich 70 lat, ale łączy o wiele więcej. Zaczynając od rodzinnych więzów, przez wspólną pasję po barwy klubowe. Mimo jeszcze młodego wieku zawodnik AZS AWF Warszawa odniósł już pierwsze poważne sukcesy. W 2025 roku zadebiutował w reprezentacji Polski podczas zawodów Nadziei Olimpijskich startując w dwójce podwójnej, gdzie zdobyli srebrny medal.

– Zawsze widziałem jak moja babcia i dziadek dużo trenują. Po śmierci babci tata zachęcił mnie nieco bardziej, żebym też spróbował wioślarstwa. Początkowo zacząłem ćwiczyć jako młodzik w MOS 2 tak bardziej rekreacyjnie. Później pływałem też z dziadkiem, ale na jakiś czas zrobiłem sobie przerwę. Jeszcze wróciłem do treningów na ostatnie dla mojego rocznika Mistrzostwa Polski Młodzików, bo zebrała się czwórka. Pływałem trochę w kratkę i myślę, że na poważnie zacząłem trenować dopiero półtora roku temu, przed pierwszą moją Ogólnopolską Olimpiadą Młodzieży. Tam zdobyłem brązowy medal i to jest chyba mój największy sukces jak do tej pory – opowiada Makary.

Utalentowany junior zapytany o swoich idoli wymienia trzech klubów kolegów z AZS AWF Warszawa: medalistę olimpijskiego Dominika Czaję, medalistę mistrzostw świata – Natana Węgrzyckiego-Szymczyka oraz swojego dziadka właśnie. Wśród inspiracji wymienia także medalistę mistrzostw Europy U23 – Cezarego Litkę.

– Będę się starał pływać dopóki będę mógł, bo jest to dobre dla ciała i umysłu. Zwłaszcza lekki trening pomaga w myśleniu. Oczywiście teraz moim celem jest wywalczyć kwalifikację na mistrzostwa świata juniorów, a w dalszej kolejności na imprezy młodzieżowe i seniorskie. Marzeniem każdego sportowca jest zdobycie medalu olimpijskiego albo sam udział w igrzyskach. W klubie mamy zawodników z takim osiągnięciem i dobrze jest ich podpatrywać. Dziadek nigdy nie namawiał mnie do przejścia do AZS AWF. Pływając z nim złapałem dobry kontakt z trenerami i wszystko potoczyło się naturalnie. Faktycznie w stolicy jest wiele innych klubów, ale dla mnie najlepsze warunki są w AZS – mówi wioślarz, który od trzech lat reprezentuje klub z Bielan.

Przy świątecznym stole czy inny rodzinnych spotkaniach nie może zabraknąć tematu wioślarstwa. – Nie da się uciec od wioślarstwa. Spotykamy się zarówno w AZS-ie, a do tego w domu wszystko kręci się wokół sportu. Mój brat kiedyś wiosłował i moja córka też wiosłuje rekreacyjnie. Jesteśmy z natury wioślarzami – dodaje pan Ireneusz.

Trenowanie w jednym klubie to dla nich dodatkowa okazja do spędzania czasu razem. Chociaż Makary ma swoich trenerów klubowych – Jarosława Szymczyka i Tomasza Sadkowskiego, to nie raz pyta o radę swojego dziadka i klubowego kolegę.

– Mój dziadek okazuje mi bardzo dużo wsparcia. Często z trenerem wsiadają do motorówki i robią filmy do analizy. Dostaję od niego dużo informacji odnośnie techniki. Czasami są to słowa krytyki, ale takiej konstruktywnej. Z jego strony płynie dużo dobrych rad, bo zarówno trener jak i dziadek często mają podobne obserwacje. Dla mnie bycie razem w klubie ma same plusy – kończy Makary Borkowski-Jara.

foto: archiwum prywatne