Pomagam innym spełniać sportowe marzenia

0
493

Rozpoczęły się długo wyczekiwane Akademickie Mistrzostwa Polski w narciarstwie alpejskim. W tym sezonie na plakat trafił wielokrotny medalista AMP i AZS Winter Cup, Adam Chrapek.

Jesteś bardzo doświadczonym narciarzem. Jak wyglądała Twoja droga „od zera do bohatera”?

− To prawda, myślę, że śmiało można powiedzieć, że narciarstwu poświęciłem sporą część swojego życia. Droga od pierwszych kroków na nartach do treningu w wydaniu wyczynowym była, jak to w sporcie bywa, długa i zawiła. W bardzo dużym skrócie powiem, że wszystko postępowało naturalnie: pierwsze skręty na nartach, pierwsze zawody regionalne, młodzieżowy Puchar Polski, międzynarodowe zawody dziecięce, rywalizacja w zawodach FIS (ogólnoświatowa organizacja narciarska), aż po starty w Pucharze Świata. Za tymi krótkimi hasłami opisującymi szczeble mojej kariery kryją się jednak setki godzin treningów, wiedza oraz doświadczenie zdobywane na drodze zarówno sukcesów, jak i wielu porażek.

Jak znalazłeś się w AZS?

− To dobre pytanie. W roku 2018, kiedy definitywnie zakończyłem swoją karierę zawodową, narciarstwo nadal było moją wielką pasją, co niestety nie jest takie oczywiste dla wielu zawodników w naszym kraju. Ogólne przemęczenie, wypalenie i brak systemu wsparcia ze strony związku często powoduje, że zawodnicy mają dosyć tego sportu. Być może dlatego, że ostatnie dwa lata swojej kariery spędziłem za granicą, u mnie na szczęście te uczucia się nie pojawiły, a zawody AZS Winter Cup były czymś, co zawsze chodziło mi po głowie. Ze względu na brak czasu i plan treningowy na wcześniejszych etapach kariery, nigdy nie było mi dane w nich wystartować. Rozwiązanie nasunęło się więc samo. Postanowiłem przedłużyć sobie o dwa lata okres studiów i regularnie meldować się na zawodach organizowanych przez AZS Warszawa.

Na zawodach reprezentowałeś Politechnikę Śląską, ale związany jesteś z AZS AWF Katowice – co skłoniło Cię do wyboru kierunku studiów?

− Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Do wyboru kierunku studiów skłonił mnie sport. W czasie kiedy wybierałem kierunek studiów, AWF był tak naprawdę jedyną uczelnią, którą byłem w stanie łączyć ze sportem w wydaniu wyczynowym. Dopiero w późniejszym etapie kariery, przenosząc się na zagraniczną uczelnię mogłem podjąć studia na kierunku, związanym z polem moich zainteresowań jeszcze z lat szkolnych i tak wylądowałem na informatyce.

W jaki sposób udało Ci się połączyć naukę ze studiowaniem?

− Wymagało to sporo samodyscypliny, sezon dzielił się na okresy intensywniejsze pod względem sportowym i pod względem naukowym. Indywidualny program i plan studiów, który sportowcy otrzymywali na katowickim AWF na pewno niesamowicie w tym pomagał.

A jak zatem wyobrażasz sobie swoją przyszłość zawodową?

− Chyba już nie muszę sobie wiele wyobrażać, ponieważ to co zaplanowałem dzieje się obecnie. Moja praca zawodowa jest związana, niewielkie zaskoczenie, ze sportem. Razem z moją partnerką jesteśmy zaangażowani w projekt skupiający się na rozwoju infrastruktury i turystki rowerowej w obrębie Beskidu Śląskiego. Ja jestem odpowiedzialny za programy szkoleń, wyjazdy i treningi kolarstwa górskiego, szczególnie jego grawitacyjnej formy. Kaja natomiast prowadzi centra testowe. Zimą razem z moim przyjacielem klubowym prowadzimy w taki sam sposób szkolenia i treningi, nie inaczej – narciarskie.

Startowałeś w wielu zawodach zarówno w kraju, jak i zagranicą. Które wspominasz najlepiej?

− Na pewno w pamięci zapadają starty w dużych imprezach, w moim przypadku, Mistrzostwa Świata Juniorów, czy Uniwersjady. Bardzo pozytywnie wspominam start w Pucharze Świata w Adelboden oraz Hinterstroder. Jednak ostatnie dwa lata ścigania w AZS Winter Cup to niezapomniana atmosfera i świetni ludzie. Każde zawody mają w sobie coś wyjątkowego.

Zawody w Polsce i za granicą są dla Ciebie porównywalne? Czy to zupełnie inna bajka?

− Oczywiście wszystko zależy od poziomu zawodów, każde rządzą się swoimi prawami, tak czy inaczej nie widzę powodów dlaczego zawody w Polsce miałby się różnić od zawodów za granicą. Mamy coraz lepiej przygotowane trasy oraz świetne ekipy organizacyjne, profesjonalnie podchodzące do pracy, co sprawia, że coraz częściej zawody w Polsce są bardzo wysoko oceniane. Z perspektywy zawodnika na zawodach w kraju pozytywne jest to, że wszyscy się znamy, natomiast na zawodach zagranicą, super jest poznawanie nowych ludzi, nawiązywanie znajomości, które często trwają przez całą karierę, a nawet i dłużej.

Czy zostały Ci do spełnienia jeszcze jakieś sportowe marzenia?

− Sportowe cele i marzenia chyba w dużej mierze mam już za sobą, jestem dumny z tego co udało mi się osiągnąć, a teraz sportowe marzenia pomagam spełniać innym. Obecnie moim celem jest po prostu cieszyć się sportem, żeby jednak nie było, że nie mam absolutnie żadnych marzeń, to na pewno jest kilka miejsc, w które chciałbym zabrać swój rower i szerokie narty, a jak starczy czasu to i deskę surfingową!

Masz jakiegoś idola wśród sportowców, którego osiągnięcia lub technika szczególnie Cię inspirują?

− Wymienianie Marcela Hirschera w tym miejscu byłoby na tyle prozaiczne, że spróbuję odpowiedzieć jednak inaczej. Zostanę na początku przy narciarstwie, bo jednak często tak bywa, że idola szukamy właśnie w swoim sporcie. Jestem wielkim fanem techniki Zana Kranjeca, ze względu na osobistą znajomość i wspólne treningi, bardzo kibicuję Filipowi Zubcicowi, a w konkurencjach szybkościowych zawsze trzymałem kciuki za Maxa Franza. U kobiet sytuacja analogiczna, co z Marcelem w przypadku Mikaeli Shiffrin. Mocno kibicuję jednak również Petrze Vylhowej i Marcie Bassino. Oczywiście wiele wspólnych treningów, szacunek za wytrwałość, upór i poświęcenie sprawiają, że niezmiernie się cieszę oglądając sukcesy Maryny Gąsienicy-Daniel i mam nadzieję, że będzie ich tylko więcej, a jeśli kibiców będzie przybywało w postępie geometrycznym co pozwoli choćby na drobny renesans polskiego narciarstwa. Na koniec odchodząc od narciarstwa, dużą inspiracją są dla mnie kolarz górski Brett Rheeder oraz surfer Gabriel Medina.