Felix Pigeon odpadł w półfinale rywalizacji na 1500 metrów w short tracku podczas igrzysk olimpijskich w Mediolanie. Reprezentant Polski przeszedł przez jedną rundę, ale w półfinale zaliczył upadek i, choć dojechał do mety, nie zdołał awansować do finału A ani do finału B.

Zawodnik AZS Politechniki Opolskiej z pewnością liczył na więcej. Do momentu upadku jechał bardzo aktywnie, starał się przesuwać do przodu i nie odstawał rywalom. Na jednym z zakrętów popełnił jednak błąd i upadł. Nie było w tym winy żadnego z rywali.

Cuda działy się w wyścigu eliminacyjnym na 1000 metrów z udziałem Gabrieli Topolskiej. Najpierw wywróciła się Holenderka Selma Poutsma, a następnie, tuż przed metą, Amerykanka Corinne Stoddard wpadła w Polkę. Obie upadły, ale obie walczyły do końca. Topolska wyciągnęła nogę i tym samym wyprzedziła na mecie rywalkę i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału.

– To była walka o awans, bo Amerykanka, choć we mnie wpadła, nie popełniła tego przewinienia celowo, więc realnie walczyłyśmy o to, która pierwsza dotknie mety. Na szczęście nie zapomniałam, że w short tracku to płoza kończy wyścig, a nie jakakolwiek inna część, a Corinne chyba o tym zapomniała – mówiła szczęśliwa Topolska.

– To był klasyczny short track olimpijski, który jest inny, niż ten na mistrzostwach świata, czy w zawodach Pucharu Świata. Tam, jak się ktoś przewróci, to najczęściej już odpuszcza. A tu wszyscy niesamowicie walczą – komentowała tę sytuację najlepsza polska zawodniczka ostatnich lat Natalia Maliszewska. Polka też startowała w sobotnich eliminacjach na 1000 metrów, ale nie dała rady awansować, przyjeżdżając na metę jako trzecia. Odpadła także Kamila Sellier.