Humory polskich szczypiornistek i szczypiornistów po otwarciu Akademickich Mistrzostw Świata znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach. Żeńska drużyna wypuściła z rąk zwycięstwo w końcówce meczu z Chinkami i przegrała jedną bramką, podczas gdy męska kadra rozgromiła Liban różnicą blisko 50 goli.
Turniej jest rozgrywany w kampusie uniwersyteckim w Pessac pod Bordeaux, a mecze odbywają się w dwóch położonych nieopodal siebie halach SMART i Bellegrave. Terminarz został ułożony w taki sposób, że pierwsze mecze nasze reprezentacje ozgrywały o tej samej porze. Panowie na otwarcie turnieju rozgromili Libańczyków. Od samego początku na boisku było widać różnicę kilku klas. – Dobrze, że taki mecz na przetarcie się trafił, bo można było się zapoznać z halą, z otoczeniem, z atmosferą. Myślę, że u niektórych pierwszy stres minął – przyznał trener Marcin Stefaniec.
Stojący w bramce od pierwszej minuty Wiktor Kwiatkowski rzadko miał okazje do interwencji, bo rywale z reguły nie radzili sobie z polską obroną i często tracili piłkę, z czego Biało-Czerwoni korzystali w licznych kontratakach. Szkoleniowiec drużyny przeciwnej poprosił o przerwę jeszcze przed upływem 6 minut gry, gdy prowadzenie naszego zespołu wynosiło już 7:2. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem 28:5 po bramce Jana Antolaka na 9 sekund przed przerwą. Po zmianie stron Polacy jeszcze uszczelnili defensywę i już po niespełna dziesięciu minutach drugiej części gry było 37:5 po kolejnym już celnym rzucie Stanisława Malinowskiego. On też pokonał libańskiego bramkarza po raz czterdziesty, trafiając z siedmiu metrów po przewinieniu Bahija El Chabra. Przeciwnicy pierwszego gola w drugiej połowie zdobyli po upływie… 17 minut, na co trybuny hali SMART zareagowały gromkimi brawami. W końcówce w szeregi polskiej defensywy wkradła się drobna dekoncentracja, dzięki czemu reprezentacja Libanu lekko podreperowała swój bilans bramkowy, ale Polacy i tak wygrali różnicą 47 goli. Najlepszymi strzelcami po stronie Biało-Czerwonych okazali się Malinowski oraz Jakub Tokarz, którzy po osiem razy trafiali do siatki.
– Chcieliśmy dobrze wejść w turniej, przede wszystkim wygrać i sprawdzić niektóre elementy. Jak widać po wyniku końcowym wszystko się zgadza – przyznał po ostatnim gwizdku kapitan Akademickiej Reprezentacji Polski mężczyzn, Franciszek Wierzbicki.
Polska – Liban 57:10 (28:5)
Polska: Wiktor Kwiatkowski, Łukasz Ciupa – Szymon Mucha 3, Dawid Frankowski 4, Franciszek Wierzbicki 3, Stanisław Malinowski 8, Kuba Wleklak 2, Jakub Tokarz 8, Marcin Głuszczenko 6, Ignacy Jaworski 2, Jakub Wielgucki 7, Dominik Antoniak 3, Dawid Petlak 3, Jan Antolak 6. Trener: Marcin Stefaniec
W równolegle toczonym spotkaniu Polek początek nie zwiastował kłopotów. Nasza kadra szybko odskoczyła drużynie z Chin i przez niemal całą pierwszą połowę kontrolowała przewagę, która wynosiła nawet 5 bramek. Ostatnią skuteczną akcję przed przerwą wyprowadziły jednak przeciwniczki, zmniejszając straty do stanu 12:16. Niestety po przerwie znacznie lepiej w grę weszły Chinki i szybko doprowadziły do remisu 19:19. Wydawało się jednak, że to tylko chwilowy kryzys, bo Polki przełamały niemoc i wkrótce odskoczyły na 23:20, a po chwili powiększyły prowadzenie o jeszcze jednego gola. Ostatnie minuty należały jednak do rywalek, które uszczelniły obronę, z którą nie radziła sobie polska drużyna. Same z kolei wyprowadzały skuteczne akcje. Na pięć minut przed końcem Biało-Czerwone prowadziły jeszcze 32:31, ale rywalki wyrównały, po czym o czas poprosiła Magdalena Stanulewicz. Przerwa jednak nie pomogła, bo po niej Chinki rzuciły kolejne dwie bramki. Nasz zespół było stać już tylko na honorowe trafienie w ostatniej akcji, zmniejszające rozmiary porażki do jednego gola.
– Zdecydowanie początek drugiej połowy bardzo słaby w naszym wykonaniu i tak samo końcówka. Zespół z Chin wyszedł na prowadzenie po raz pierwszy w tym meczu dopiero w 58. minucie. Pojawiły się straszne nerwy u naszych zawodniczek i po prostu nie udało się tego uratować. Było widać, że brakuje zgrania, zadecydowały błędy własne – mówiła rozczarowana trenerka. Więcej optymizmu po meczu przejawiała kapitan drużyny, Małgorzata Ciąćka. – Wszystkie oddałyśmy naprawdę dużo na parkiecie. W ostatnich minutach nas niestety dogoniły. Na pewno rozwiążemy problem, dlaczego tak się stało i w następnym meczu do tego nie dopuścimy. Pomimo wszystko uważam, że były bardzo dobre elementy, patrząc na to, że trenujemy ze sobą tylko tydzień, więc naprawdę wygląda to pozytywnie i kolejne dwa mecze będą tylko lepsze – zapewniała bramkarka Akademickiej Reprezentacji Polski.
Polska – Chiny 33:34 (16:12)
Polska: Lidia Piotrowska, Małgorzata Ciąćka – Sandra Guzewicz, Julia Oleśkiewicz, Kinga Papkę, Julia Owczaruk, Julia Skubacz, Nikola Leśniak, Daria Grobelna, Edyta Byzdra, Nicola Żmijewska, Magdalena Berlińska, Patrycja Jura, Laura Zdziebłowska. Trenerka: Magdalena Stanulewicz
Kolejne spotkania grupowe rozegrane zostaną w niedzielę. Najpierw o 18:00 w hali SMART męska drużyna zmierzy się z Brazylijczykami, a tuż po panach na to samo boisko wyjdą panie, które o 20:15 zagrają z Holenderkami. Transmisje z turnieju można śledzić na kanale FISU w serwisie YouTube.
– Holandia rozegrała już jeden mecz z Francją..Wydaje się, że jest to zespół bardzo solidny. Mają bardzo fajne zawodniczki rozgrywające i dosyć interesującą bramkarkę. Natomiast my musimy się skupić przede wszystkim na sobie. Musimy zagrać i zrealizować założenia, które mamy, bo myślę, że to jest przede wszystkim kluczowe – zaznaczyła Magdalena Stanulewicz.
Z kolei trener Stefaniec zwrócił uwagę, że w miarę trwania turnieju będzie coraz łatwiej przygotowywać taktykę pod konkretnego rywala. – Teraz będzie mecz Brazylia-Francja, będziemy mieli troszeczkę więcej informacji przed meczem jutrzejszym, bo tak naprawdę przed dzisiejszym nie mieliśmy żadnych na temat przeciwnika, natomiast teraz będziemy mogli sobie już coś ustalić i coś powiedzieć – powiedział trener męskiej kadry.
Akademicka Reprezentacja Polski, której start w Akademickich Mistrzostwach Świata wspierają PGE Polska Grupa Energetyczna oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki, w Bordeaux musi mierzyć się nie tylko z rywalami, ale też z falą upałów przekraczających 40 stopni Celsjusza, która nawiedziła region Nowej Akwitanii. – Na pewno musimy się zaaklimatyzować, bo pogoda nie rozpieszcza, jest trochę inna niż w Polsce, także staramy się zrobić wszystko tak, żeby ta pogoda nam nie przeszkadzała – przyznał Marcin Stefaniec.
– Warunki, w których mieszkamy, jak i wyżywienie też pozostawia wiele do życzenia. Natomiast na pewno nie przyjechałyśmy tu narzekać. Wszyscy jesteśmy w tym samym miejscu, więc zamierzamy się skupić tylko na sobie i na swojej grze – podkreśliła trenerka żeńskiego zespołu.
Michał Kwietko-Bębnowski z Pessac
