Anita Włodarczyk (AZS AWF Katowice) zajęła czwarte miejsce w rzucie młotem podczas trzeciego dnia mistrzostw Europy w Birmingham. W swoim pierwszym indywidualnym finale 400 m imprezy mistrzowskiej na stadionie szósty był Maksymilian Szwed (AZS Łódź).
Trzykrotna mistrzyni olimpijska rozpoczęła konkurs od rezultatu 69,75 m. W drugiej kolejce uzyskała 71,81 m, a w trzeciej – 72,37 m. W kolejnych próbach nie zdołała już poprawić swojego wyniku, osiągając kolejno 72,23 m, 71,24 m i 71,67 m. Podobnie jak na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, reprezentantka AZS AWF Katowice zakończyła rywalizację tuż za podium. Do brązowego medalu zabrakło 51 cm.
– Niestety historia lubi się powtarzać. Był dokładnie ten sam scenariusz, już nigdy tego nie powtórzę. Zabrakło dziś szczęścia, jest duży niedosyt. Rzucałam w tym sezonie dalej niż 72,37 m. Medal był naprawdę na wyciągnięcie ręki – powiedziała Włodarczyk. – Technicznie te rzuty były lepsze niż w poniedziałkowych eliminacjach. W dwóch ostatnich seriach chciałam dać z siebie wszystko i to sprawiało, że się usztywniałam. Zabrakło luzu.
– Przed zawodami myślałam, że do brązu trzeba będzie osiągnąć około 74 metry. Okazało się, że wystarczy mniej. Mam zatem niedosyt, nie żal. Trzeba pamiętać, że wiele lepszych zawodniczek nie awansowało nawet do wąskiego finału – dodała.
Zadowolenia ze swojego występu w finale 400 m nie krył Maksymilian Szwed. Podopieczny trenera Krzysztofa Węglarskiego był najmłodszym uczestnikiem finału i legitymował się najsłabszym rekordem życiowym. Po bardzo dobrym biegu uplasował się na szóstej pozycji, poprawiając jeszcze rezultat z półfinału i osiągając drugi wynik w karierze – 45,10 s.
– Wszedłem do tego finału z ósmym czasem, kończę go na szóstym miejscu. Nie jestem zawiedziony, zrealizowałem wszystkie cele. Jeśli będzie zdrowie, to będę jeszcze się rozwijał. Mam w sobie dużo cierpliwości. Cieszę się, że te sukcesy nie przychodzą tak od razu. Jak one przyjdą zwyciężone latami, będą bardziej cieszyć. Dzięki temu ta motywacja cały czas będzie we mnie wzrasta – powiedział czterystumetrowiec AZS Łódź.
W porannych eliminacjach awans do finału rzutu dyskiem wywalczyła Daria Zabawska (AZS UMCS Lublin). Polka pierwsze dwa rzuty miała niemierzone, ale w trzecim wytrzymała próbę nerwów i posłała dysk na odległość 59,37 m. Do finału nie zakwalifikowała się jej klubowa koleżanka, Weronika Muszyńska.
– Ciężko pracowałam na to, żeby wywalczyć ten finał. Już po udanym starcie w marcowym pucharze Europy w rzutach skupiliśmy się na przygotowaniach do tego występu – powiedziała po starcie Zabawska.
Zaledwie 0,05 s zabrakło debiutującej na imprezie tej rangi Wiktorii Gajosz (AZS UMCS Lublin) do awansu do półfinału 200 m.
– Przyjechałam tutaj powalczyć o półfinał. Wydaje mi się, że po prostu tak musiało się stać. Uważam, że są sprawy, na które nie ma się wpływu. Mam nadzieję, że to odda w przyszłości. Dziś po 150 metrach osłabłam, ale liczę, że w następnych latach będę to wytrzymywała. Jest to kwestia czasu. Muszę się obiegać z dziewczynami, które są na takim poziomie – przyznała.
Fot. Tomasz Kasjaniuk/PZLA
