To był niezwykle emocjonujący dzień dla reprezentantów Polski podczas Akademickich Mistrzostw Świata w sportach plażowych w Figueira da Foz. Największy powód do radości dały kibicom Julia Radelczuk i Maja Kruczek, które wywalczyły brązowy medal w siatkówce plażowej. To ogromny sukces naszych zawodniczek, tym bardziej że na co dzień nie grają ze sobą, a mimo to stworzyły świetnie funkcjonujący duet i stanęły na podium światowego czempionatu. – Teraz możemy się cieszyć – mówi Kruczek.
W niedzielę nasze polskie pary walczyły o awans do najlepszej czwórki turnieju. Ostatecznie w strefie medalowej znalazły się tylko Julia Radelczuk i Maja Kruczek. Wcześniej Urszula Łunio i Julia Kielak musiały uznać wyższość amerykańskiej pary w ćwierćfinale i zakończyły rywalizację na 5. miejscu. Radelczuk i Kruczek nie zamierzały jednak poprzestać na samym awansie do półfinału. W walce o finał zmierzyły się z czeskim duetem Kateřiną Pavelkovą i Anną Pavelkovą. Spotkanie było niezwykle wyrównane i o jego losach zdecydował dopiero trzeci set. Ostatecznie Czeszki wygrały, a Polkom pozostała walka o brązowy medal.
W meczu o trzecie miejsce nasze zawodniczki ponownie spotkały się z reprezentantkami Czech, tym razem Valerie Dvorníkovą i Veroniką Kleiblovą. I znów kibice byli świadkami niesamowitego spotkania. Po trzysetowym boju to biało-czerwone zachowały więcej spokoju w decydujących momentach i wygrywają 2:1 mogły cieszyć się z brązowych medali!
– W pierwszym secie przegrałyśmy, ale udało nam się mocno wrócić do gry i wygrać drugą partię. W trzecim secie było już bardzo wyrównanie, jak to zazwyczaj bywa w kobiecej siatkówce, ale dzięki cierpliwości udało nam się wygrać medalowego tie-breaka. Zawsze staram się nie myśleć o stawce meczu, tylko skupić się na swojej grze i na ruchach własnego ciała. Radość przychodzi dopiero po wygranej. Teraz przede wszystkim bardzo się cieszymy, że mamy medal. Smakuje on jeszcze lepiej, bo z Julką na co dzień nie gramy razem. Tutaj jednak udało nam się stworzyć naprawdę fajny team i dobrze się uzupełniać na boisku – mówi Maja Kruczek.
Niewiele zabrakło również do medalu w turnieju mężczyzn. Jakub Krzemiński i Aleksander Czachorowski po znakomitej niedzieli zameldowali się w półfinale, gdzie czekał na nich czeski duet Jakub Šépka/Matyas Džavoronok. To para, która regularnie rywalizuje również na światowych turniejach Beach Pro Tour. Czesi okazali się lepsi w dwóch setach, dlatego biało-czerwonym pozostała walka o brąz. W niej trafili na Niemców Momme Lorenza i Hennesa Jorge Nissena, czyli duet, który wcześniej wyeliminował z turnieju Mikołaja Kaczmarka i Filipa Lejawę. Nasi zawodnicy zakończyli w ten sposób rywalizację na 5. miejscu.
Krzemiński i Czachorowski byli bardzo blisko wywalczenia medalu. Po trzysetowym, niezwykle zaciętym spotkaniu minimalnie lepsi okazali się jednak reprezentanci Niemiec, a Polacy musieli zadowolić się czwartym miejscem. – Mecz był bardzo nerwowy i nie do końca realizowaliśmy nasze założenia taktyczne. W drugim secie zaczęło to jednak funkcjonować dużo lepiej. Wróciliśmy do swojej gry, zagrywaliśmy w te miejsca, które wcześniej założyliśmy, i dzięki temu udało nam się wyrównać stan meczu. Tie-break rządzi się już swoimi prawami. Jeden błąd może ustawić całego seta. Prowadziliśmy 9:6, ale niestety nie udało nam się utrzymać tego prowadzenia i wygrać meczu. To na pewno jest dla nas nauczka na przyszłość. Możemy być zadowoleni z niektórych naszych spotkań, szczególnie z tego, że potrafiliśmy grać dobrze w trudnych, wietrznych warunkach. Czasami mamy jednak problem, kiedy z takich warunków wracamy do normalnych. Za wolno się wtedy adaptujemy i potrzebujemy zbyt dużo czasu, żeby ponownie wejść w swój rytm. Na Akademickich Mistrzostwach Świata poziom zawsze jest bardzo wysoki. Grają tutaj pary, które rywalizują również o najwyższe cele w World Tourach, dlatego każde spotkanie jest wymagające i trzeba być przygotowanym na walkę od pierwszej do ostatniej piłki – podsumowuje cały turniej Jakub Szałankiewicz, trener naszej męskiej kadry.
Wieczorem do rywalizacji wróciły również nasze reprezentacje w piłce ręcznej plażowej. Kobieca kadra w półfinale ponownie spotkała się z Hiszpanią. Była to już kolejna konfrontacja obu zespołów podczas turnieju, a biało-czerwone chciały wreszcie znaleźć sposób na rywalki. Tym razem stawką był jednak awans do wielkiego finału. Niestety Hiszpanki po raz kolejny okazały się lepsze i zwyciężyły 2:0. Ale naszym reprezentantkom naprawdę należą się duże brawa za występ z Hiszpankami. W pierwszym secie przegrały 20:24, a w drugim w ostatnich sekundach wyrównały na 22:22 i wciąż miały szansę na doprowadzenie do remisu! W dogrywce to jednak Hiszpanki zdobyły bramkę za dwa punkty i to one awansowały do wielkiego finału…
– Opisałabym ten mecz jako spotkanie pełne walki. Walczyłyśmy do samego końca i naprawdę zabrakło nam bardzo niewiele. Oczywiście boli ta porażka, ale się nie poddajemy. Jutro walczymy o brązowy medal i zrobimy wszystko, żeby wygrać. Myślę, że był to nasz najlepszy mecz w tym turnieju. Z każdym spotkaniem budowałyśmy swoją pewność siebie i poprawiałyśmy naszą grę. Wierzę, że jutro pokażemy, na co nas stać i powalczymy o pierwsze zwycięstwo w turnieju. Naszymi mocnymi stronami są przede wszystkim dobra energia, wiara w zespół, dynamiczne zawodniczki, mocna bramka i solidna obrona. To są elementy, które dają nam dużo siły na boisku. Jeśli chodzi o atmosferę w drużynie, to naprawdę jest bardzo dobra. Wszystkie świetnie się dogadujemy, mocno żyjemy każdym meczem i dajemy sobie dużo pozytywnej energii. Bardzo mocno się wspieramy, a to zdecydowanie pomaga nam w grze. Jutro chcemy przełożyć to wszystko na boisko i zrobić kolejny krok – mówi Alicja Mrozek, jedna z zawodniczek Akademickiej Reprezentacji Polski.
W półfinale nie udało się wygrać także reprezentacji Polski mężczyzn. Biało-czerwoni zmierzyli się z Brazylią, z którą wcześniej przegrali w fazie grupowej. Polacy z meczu na mecz prezentowali się coraz lepiej i liczyli na rewanż, jednak Brazylijczycy ponownie okazali się zbyt mocni. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem reprezentacji Brazylii 2:0, choć naprawdę w każdym secie zabrakło niewiele, by to biało-czerwoni cieszyli się ze zwycięstwa. Tym samym również nasi szczypiorniści stracili szansę na finał, ale nadal pozostają w grze o medal. Rywalizacja o ostatnie miejsce na podium czeka ich we wtorek.
– Mieliśmy swoje mocniejsze momenty, ale były też te słabsze. Niestety to właśnie te słabsze fragmenty przeważyły i nie udało nam się przechylić tego meczu na swoją korzyść. Gdybyśmy mieli zagrać ten mecz jeszcze raz, na pewno chcielibyśmy zrealizować więcej założeń naszego trenera. Niestety nie wykonaliśmy ich na tyle dobrze, żeby móc dzisiaj wygrać. Teraz przede wszystkim czeka nas regeneracja, a jutro musimy dać z siebie jeszcze więcej niż w dzisiejszym meczu. Wierzę, że możemy zaskoczyć przeciwnika przede wszystkim jakością naszego zespołu. Jesteśmy silni, mamy charakter i wierzymy w siebie. Jutro pokażemy, na co nas stać, i zostawimy na boisku wszystko, co mamy. Cel jest jasny: wracamy jutro z medalem. Innego scenariusza nie przyjmujemy – mówi Jakub Karaś, jeden z naszych zawodników.
Transmisje wtorkowych zmagań można śledzić na https://www.worlduniversity.sport/. Udział Akademickiej Reprezentacji Polski w Akademickich Mistrzostwach Świata wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
