Piłkarze wodni Nekera AZS Uniwersytetu Warszawskiego w ostatnim meczu sezonu obronili mistrzostwo Polski, zdobywając je po raz czwarty z rzędu.
Stołeczna ekipa tym samym znów skompletowała najważniejsze seniorskie trofea, bo w marcu obroniła także Puchar Polski. Tym razem jednak o prymat w zmaganiach ligowych Warszawiacy musieli się starać do ostatnich minut sezonu. Przed kończącym zmagania meczem z Polonią Bytom nasi ustępowali w tabeli odwiecznemu rywalowi – Alfie Gorzów Wlkp. i musieli zgarnąć komplet punktów, by zrównać się z nim w tabeli. W takiej sytuacji o wyższym miejscu decydował bilans bezpośrednich spotkań, a wcześniej Warszawiacy zremisowali z Alfą na wyjeździe 12:12 (przegrywając w rzutach karnych) i tuż przed Wigilią pokonali ją u siebie 12:8.
– Ten punkt wywalczony w Gorzowie zapewnił nam mistrzostwo. Do remisu doprowadziliśmy w niecodziennych okolicznościach, gdy wszyscy postawili już na nas krzyżyk. Na cztery minuty przed końcem przegrywaliśmy bowiem trzema bramkami, a mimo to udało się powalczyć. To był jeden z dwóch kluczowych momentów tego sezonu, w którym byliśmy najbardziej dumni z naszej drużyny – opowiadał Jakub Bednarek, który kieruje sekcją i jest drugim trenerem zespołu.

Ten drugi wyjątkowy moment to oczywiście Puchar Polski, po który broniący tytułu Warszawiacy sięgnęli, mimo niepomyślnego losowania i konieczności walki z najsilniejszymi drużynami w kraju. Zresztą nie tylko to wywoływało ich frustrację. Stołeczna ekipa mierzyła się z niczym niepopartymi opiniami, że jest faworyzowana przez sędziów. – Kluczem do naszego sukcesu było skupienie się na grze, a nie narzekanie na niesprawiedliwość. Środowisko próbowało na różne sposoby wytrącić nas z równowagi, pojawiały się nieprzyjemnie narracje, ale my nie angażowaliśmy się w dyskusje, tylko robiliśmy swoje – komentował Bednarek. – W końcówce sezonu musieliśmy wszystko wygrać. Może nie byliśmy tego ślepo pewni, ale na pewno byliśmy spokojni – dodał.
Finisz rozgrywek nie był jednak prosty, bo Bytomianie jako jedyna drużyna w stawce wygrała wcześniej w regulaminowym czasie z AZS (12:11). W decydującym meczu Ślązacy, którzy w przypadku kolejnej wygranej mogli sięgnąć po srebro, utrzymywali kontakt w pierwszej kwarcie (przegrali ją tylko 2:3). W dwóch kolejnych grająca u siebie ekipa AZS UW zdobywała jednak po cztery bramki, tracąc łącznie trzy. W ostatniej Warszawiacy mogli sobie pozwolić na porażkę 2:6, co dało im końcowy triumf 13:11 i piąte w historii mistrzostwo kraju.
Najlepszym zawodnikiem ich zespołu wybrano strzelca trzech bramek – Andrzeja Maciejewskiego, który w całym sezonie był najskuteczniejszym graczem stołecznej ekipy, zaliczając 46 trafień. Warszawiacy pokonywali bramkarzy rywali najwięcej razy, bo aż 248, a na listę strzelców wpisywało się 16 z nich.
Przed nimi teraz szansa na kolejnego hat-tricka, bo w piątek w Warszawie ruszają młodzieżowe mistrzostwa Polski, w których AZS także będzie bronić złotych medali. Zaraz potem przyjdzie czas, by znów odpowiedzieć sobie na ważne pytania, przed którymi znów staje najlepsza drużyna w kraju. Dotyczą one oczywiście potencjalnego udziału drużyny Nekera AZS Uniwersytetu Warszawskiego w europejskich pucharach, które w Europie rozgrywane są na czterech szczeblach. – Możemy zgłosić się nawet do eliminacji Ligi Mistrzów, ale tego na pewno nie zrobimy. Nie wykluczamy jednak udziału w którymś z niższych pucharów. To by wymagało od nas dużo większego zaangażowania i konkretnych deklaracji ze strony zawodników. Ustalenia trwają – zakończył trener Bednarek.
Foto: Bartek Szczyciński