Izabela Paszkiewicz z AZS UMCS Lublin brała udział w mistrzostwach świata i Europy, ale na swój pierwszy medal mistrzostw Polski w maratonie musiała nieco poczekać. W osiągnięciu sukcesu pomogła zmiana planów, bo początkowo start w DOZ Łódź Maratonie nie był jej priorytetem.
Na koncie masz wiele złotych medali mistrzostw Polski w biegu na 5 km, na 10 km i w półmaratonie. Jednak do niedawna w maratonie musiałaś się zadowolić dwoma brązowymi krążkami. Jakie to uczucie wygrać maraton i zostać mistrzynią kraju na tym prestiżowym dystansie?
To jest uczucie nie do opisania i jestem bardzo szczęśliwa. Maraton jest wyzwaniem dla każdego niezależnie czy jest wyczynowcem czy amatorem. Trzeba być przygotowanym na upływające kilometry i bieg dobrze rozegrać taktycznie. Oczywiście wcześniej trzeba zrobić odpowiedni trening. Na starcie wszystko musi się też zagrać, nie tylko forma ale też warunki pogodowe, ale też samopoczucie. Przyznam, że do tej pory Łódź nie była dla mnie łaskawym miastem, ale udało się ją odczarować. Biegłam z numerem 13, ale dostałam go specjalnie od organizatorów. Pani Joanna Chmiel (mistrzyni Polski w maratonie z 1996 roku – przyp.) startowała też z tym numerem i podobno przynosił jej szczęście.
Czy dla Ciebie był to najważniejszy start tej wiosny?
Wstępnie nie planowałam startu w maratonie, bo miałam imprezy wojskowe, które są dla mnie priorytetem i kolidowały mi z mistrzostwami Polski. Okazało się jednak, że odwołano wojskowy półmaraton, który miał być 5 kwietnia w Turcji. Także to była szybka decyzja z trenerem, że próbujemy w Łodzi. Zwłaszcza, że liczyłam że na mistrzostwa Europy do Birmingham awansuję z rankingu. Jednak pod koniec lutego PZLA ogłosiło, że ranking nie będzie się liczył, a jedynie minimum. Ewentualnie, jeżeli dwie dziewczyny pobiegną 2:30:00, to wtedy wyślą drużynę na mistrzostwa.
Ponad 30 km biegłyście razem z obrończynią tytułu Emilią Mazek (AZS AWF Warszawa). Co zadecydowało o Twojej wygranej?
Miałam kilka wariantów i planów na sam bieg w Łodzi. Tak naprawdę kontrolowałam od początku co robią dziewczyny. Emilka też bardzo liczyła na udział w mistrzostwach Europy. Jak się okazało, że żadna dziewczyna nie biegnie na wynik poniżej 2.30 to już po prostu postanowiłam, że będę walczyć o złoty medal mistrzostw Polski mój pierwszy w karierze. Myślę, że zostawiłam sobie sporo sił i chciałabym jeszcze startować tej wiosny. Liczę, że to co wypracowałam na treningach odda. Za dwa tygodnie startuje w mistrzostwach Polski w półmaratonie w Gdyni, a dalej nie mam jeszcze planów.
Czyta nas pewnie wielu miłośników biegania, którzy pewnie są ciekawi jak wyglądał Twój trening?
Jak wspomniałam trening do maratonu nie był zbyt długi, bo trwał 5 tygodni. Tygodniowo to wychodziło 170 km przez jakieś trzy tygodnie, a później nieco luzowaliśmy tak do 140 km, jak dobrze pamiętam. Ostatni tydzień przed maratonem to już oczywiście odpoczynek i regeneracja, dobry sen oraz nawadnianie. Chyba nie było jakiś jednostek, które robiłam z ciężkim sercem. My zaczynaliśmy bardzo spokojnie, bo wiedzieliśmy z trenerem że nie będziemy się spieszyć z treningiem. Z tygodnia na tydzień robiliśmy coraz bardziej wartościowe jednostki i biegałam coraz lepiej. We wtorki zwykle miałam ten sam trening, czyli słynny już double threshold. Rano robiłam trening progowy i miałam też po południu sesję. W piątek miałam tempo, a w niedzielę długie wybieganie. Nie było to nudne i bardzo dobrze się czułam. Przed mistrzostwami Polski byłam bardzo dobrze nastawiona.
Jakie jest Twoje ulubione miejsce do treningu?
W Polsce to zdecydowanie Szklarska – Poręba, bo mam duży sentyment do tego miejsca. Dobrze też biega mi się w Wałczu i Spale, a jeśli chodzi o zagranicą to Kenia i Iten. Niektórzy się nawet dziwią, że mnie tam ciągnie, bo tam nie jest kolorowo. Ja jednak lubię tamtejsze słońce i dobrą pogodę do biegania.
Jak oceniasz ostatni pomysł światowych władz lekkiej atletyki, że od 2030 maraton nie będzie już w programie mistrzostw świata, tylko będzie miał oddzielne wydarzenie?
Szczerze to średnio to widzę. Całe mistrzostwa świata miały swój klimat i było to święto lekkiej atletyki. Trochę boję się, że biegi długie będą usuwane w cień, ale oby to się nie sprawdziło.
Izabela Paszkiewicz – od 2008 roku reprezentuje klub AZS UMCS Lublin. Biegaczka posiada rekord życiowy w maratonie wynoszący 2:27.41, a w półmaratonie 1:10:13. Są to odpowiednio 12. i 4. wynik w historii polskiej lekkiej atletyki. W 2018 roku zajęła 10. miejsce podczas Mistrzostw Europy w biegu maratońskim. W 2025 roku wygrała Maraton Poznański. W przeszłości zdobywała medale Akademickich Mistrzostw Polski w biegach przełajowych (m.in: 2012 rok – brąz na 6 km, a 2013 – srebro na 6 km).
Foto: Tomasz Kasjaniuk/ PZLA
