Enea AZS Politechnika Poznańska lub Lotto AZS UMCS Lublin – za kilka dni dowiemy się, która z drużyn zdobędzie swój drugi w historii złoty medal mistrzostw Polski w koszykówce kobiet. Obie ekipy łączy nie tylko AZS w nazwie i liczba tytułów, ale też postać trenera poznanianek – Krzysztofa Stawiarskiego.
Pana drużyna pisze piękną historię awansując do meczu o złoty medal po 22-letniej przerwie. Swój jedyny tytuł mistrzyń kraju koszykarki AZS Politechniki Poznańskiej zdobyły w 1978 roku. Czy w klubie czuć rosnące oczekiwania?
– Presja była największa w pierwszej rundzie play-off, kiedy graliśmy z Zagłębiem Sosnowiec. Powiedzieliśmy sobie, wtedy że musimy awansować dalej, a wcale nie było łatwo (bilans 3:1 przyp.). Później to była presja innego rodzaju, bo taka nałożona przez nas samych. Jesteśmy ambitni i chcemy wygrywać. Teraz jedziemy na finał. Z Lublinem mamy bilans 1-1 w rundzie zasadniczej i wiem, że możemy z nimi powalczyć.
AZS UMCS Lublin był mistrzem Polski w 2023 roku. Czy przed takim meczem jest moment na sentymenty? Może nie każdy wie, ale w AZS Lublin pan zaczynał swoją karierę jako zawodnik.
– Oczywiście, że mam sentyment do Lublina, bo to jest moje rodzinne miasto i jestem z nim związany. Jako zawodnik zaczynałem w tamtejszym AZS i jako trener prowadził później koszykarki AZS UMCS Lublin. To jednak nie może wpłynąć na moje podejście do finałowego meczu. Przyjadę tam, żeby walczyć o zwycięstwo dla mojego obecnego klubu. Oczywiście, bardzo lubię mecze z Lublinem z takich względów osobistych.
Cieszy się pan, że zagra w finale przeciwko AZS UMCS Lublin? Ktoś musi przegrać upragnione złoto…
– Cieszę się, że w finale spotkają się drużyny bliskie mojemu sercu. Ja oczywiście zrobię wszystko, żeby wygrała Enea AZS Politechnika Poznańska. Jestem od kilku lat związany z tym klubem i miastem, a oprócz tego jestem profesjonalistą i chce, żeby klub który prowadzę wygrywał.
Jeśli przed sezonem ktoś by powiedział trenerowi, że zagracie w finale, to czy uwierzyłby pan?
– Przed samym sezonem mieliśmy duże problemy. Sześć tygodni przed startem ligi kontuzji doznała zawodniczka, która miała być liderką naszej drużyny – Laura Miśkiniene. Na 10 dni przed startem ligi musieliśmy zmienić rozgrywającą, a o takiej porze ciężko jest zmienić odpowiednią zawodniczkę. Dodatkowo pojawiały się różne kontuzje i na tydzień przed ligą byliśmy średnio przygotowani do sezonu. Jednak ciężka praca dziewczyn i to ile wysiłku włożyły w treningi przynosi właśnie takie efekty. Dlatego przed sezonem naszym celem było miejsce w pierwszej czwórce po rundzie zasadniczej i to się udało.
Kto wystąpi we wtorkowym finale w roli faworyta?
– Lublin w pierwszych dwóch meczach ma atut swojego parkietu, więc jest faworytem. Nam to jednak pasuje. Chcemy cieszyć się grą w tak ważnym meczu. Jeśli już dostaliśmy szansę gry w meczu o złoty medal to oczywiście chcemy go wziąć.
Mecze odbędą się: 14 kwietnia (wtorek), 15 kwietnia (środa), 18 kwietnia (sobota) i ew.19 kwietnia (niedziela) i 22 kwietnia (środa).
Foto: Konrad Czapracki
